MENU

56 komentarzy Magazyn

Czy warto być z Marynarzem?

20141003_175846n

Dostaję trochę maili z zapytaniami czy warto wiązać się z marynarze, jak to jest? Czy oni faktycznie zdradzają itp.? 
I dalej czytam, bo ktoś tam powiedział, że na pewno nie będę szczęśliwa w takim związku, że będę tęsknić, że będziemy się wzajemnie zdradzać…Dziś kilka słów otuchy i motywacji aby swoje obawy wykopać daleko, daleko….

Żyjemy w różnych środowiskach i na pewno nie jedno słowo już skrzywdziło. Jednak trzeba trzymać się podstawowej zasady czyli, że to my (a nie nikt inny, nam życzliwy) będziemy żyć z marynarzami i to my musimy mieć poukładane w tej głowie.

Sugerowanie się stereotypem jest trochę dziwne. Przecież zanim dojdzie do ślubu, to już jakąś część życia dziewczyna spędza z wybrańcem. I dlaczego niby miało by się to nagle zmienić? Z powodu wykonywanego zawodu? Znamy człowieka i z jakiegoś powodu decydujemy się na ślub. W takich związkach na odległość najważniejsza jest wzajemna pewność siebie. Idziemy przez razem, na dobre i na złe. Żadne inne mądrości nie powinny nam się pałętać pod nogami. Jedyna uzasadniona wątpliwość przed ślubem – to taka czy faktycznie tego człowieka chcemy za męża. Jeżeli w tym temacie wszystko gra, to zawód i to co ze sobą niesie, nie ma znaczenia. Nikt nie mówi, że będzie łatwo. Pływanie jednak nie jest takie straszne, można sobie w miarę normalnie ułożyć to życie. Trudniejsza jest umiejętność bycia w związku, partnerstwo. I to tyczy się już wszystkich par, pływających jak i stacjonarnych.

Oczywiście z marynarzem warto żyć bo … no właśnie dlaczego? Dla tych wszystkich, którym wątpliwości nie pozwalają zasnąć bomba plusów:

  • Jeżeli go nie ma- trudno. Jednak gdy wraca z kontraktu – jest cały czas. Nie wraca późno z pracy. Cały czas jest  do naszej dyspozycji.
  • Marynarz mocno docenia czas spędzony wspólnie, bo wie ile traci gdy go nie ma.
  • Zna języki obce. Jeżeli podróżujemy gdzieś wspólnie za granicę możemy się czuć bezpiecznie 🙂
  • Marynarz jest bardzo zaradny i odważny – inaczej nie mógłby pracować na statku
  • Posiada szeroką wiedzę techniczną.
  • Bardzo często jest wysportowany.
  • Jest dobrym ojcem – na  kontrakcie domowym jest wypoczęty i w pełni zaangażowany w wychowanie dzieci i spędzenie z nimi czasu.
  • Chce wykorzystać czas na lądzie i często motywuje i angażuje nas w różnego rodzaju działania, wypady, aktywności życiowe.
  • Jest kochający i na pewno nie przejmuje się opiniami innych.
  • Przez swoją pracę poza Polską, lądem przywozi nam solidny kawałek wiedzy o innych. kulturach i podejściu do życia. Otwieramy się na świat.
  • Związek z marynarzem pozwala nam na cykliczne odpoczynki od siebie, co tak naprawdę wzmacnia relację i pozwala każdy powrót traktować trochę jak randkę.
  •  Powroty są miłe.
  • Praca na morzu daje całej rodzinie bezpieczeństwo ekonomiczne.
  • Lubi zaszaleć w życiu. A spontaniczność jest istotna w codzienności, w którą czasami same wpadamy.
  • Jego praca jest ekscytująca i zawsze można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy.
  • Zdarza się, że zagląda do nas poczta kwiatowa – to miłe.
  • Żyjąc z Marynarzem nabieramy ciekawości do świata.
  • Nie ma nudy:-)
  • Koleżanki zapewne zazdroszczą, że zostajemy same, możemy mieć czas dla siebie i nie jesteśmy uzależnione od rytmu codzienności.
  • Możesz przychodzić na spotkania dla żon marynarzy i poznać fajne dziewczyny 🙂

Oczywiście jak zawsze możecie tę listę poszerzyć w komentarzach pod tym postem.
O minusach może następnym razem, dziś tylko pozytywy.
Wszystkie dziewczyny, narzeczone: Nie patrzcie na innych cieszcie się, że macie u boku człowieka z którym chcecie płynąć przez życie 😉
Inaczej nie oznacza gorzej.

Pozdrawiam
Kasia

56 Responses to Czy warto być z Marynarzem?

  1. paula pisze:

    Jestem kobietą pracującą na statku . Już 6 lat . I widzę i szkoda mi Was, żon . Naprawdę . Żałuję także siebie , ze zdecydowałam się na tą pracę. Bo właśnie przez nią nie mogę zaufać żadnemu facetowi . Bo jak ?? Mężczyźni którzy wychwalaja swoje zony, dzwoniacy do nich dzień w dzień. Mówiący co wieczór ze je kochają i tęsknią . A tak naprawdę chleja i ruchaja wszystko co popadnie. Życie marynarza to 2 swiaty- jedno na lądzie , gdzie ma kochając kobietę czy kochającego męża . Drugi to taki gdzie sa albo dziwki w każdym porcie albo kochanka . Dlatego szkoda mi Was . Bo wiem że poza Wami jest jeszcze inna kobieta. A Wy biedne czekacie. Wychowujrcie dzieci , meczycir się . A oni sobie baluja wśród dziwek. Pozdrawiam .

    • Dana pisze:

      2 miesiące pracowałam na promie.Zgadzam s, widziałam, jak dziewczyna zaraz po ślubie siadała na kolanach żonatemu facetowi.I on, i ona byli nie w porządku.Ale ja też tam byłam jako wierna żona.I wierzę, nie wiedzieć czemu, że mój pływający od 13l mąż jednak mn nie zdradza. Bo nie ma na to ochoty, ani czasu

  2. ania pisze:

    Witajcie, jestem z moim chłopakiem 5 lat, jest żeglarzem (sportowym.) Ostatnio postanowił, że pójdzie na studia nawigatora. Wszystkie tu Panie pisały że poznały swojego mężczyznę będącego już marynarzem. Nie wiem jak mam zareagować na jego pomysł… jest mi strasznie ciężko z myślą że chce mnie ‚zostawić.’ Nie wiem jak mam to sobie w głowie poukładać…

    • Dana pisze:

      On chce zrealizować swą pasję, a nie zostawić dziewczynę. Miłość i pasja to dwie różne, czasem wykluczające s sprawy

  3. gusia pisze:

    witajcie kochane, ja od niedawna w zasadzie jestem dziewczyną M, zanim wypłynął znaliśmy się 2 tyg , totalne szaleństwo każda chwila razem, wraca za 4 miesiące.. już dwa są za nami.. jak będzie nie wiem.. rozłąka jest trudna nie da się ukryć.. denerwują mnie komentarze koleżanek ,że marynarze to źli faceci ,że inna panna w każdym porcie.. nie można mierzyć wszystkich jedną miarą, zarówno facet na lądzie jak i na morzu może mieć na pęczki kobitek.. przez takie stereotypy ile ludzi traci szanse na związki.. nie mówię ,że to łatwe , pierwszy raz z tym się spotykam, mimo to staram się myśleć , pozytywnie, często smsy, telefony, mam też kontakt z jego przyjaciółmi ,rodziną , myślami już jestem z nim kiedy wróci jak będzie fajnie 🙂 powodzenia kobitki!! 🙂

  4. Anonymous pisze:

    Szczerze… nie rozumiem… Każda kobieta wie kogo kocha i za kogo wychodzi za mąż. Nie poznajemy swojego męża w dniu ślubu. Rozumiem, że są osoby podatne na nie które czynniki tego zawodu. Ale to chyba nie zawsze jest tylko ich wina. Według mnie wina leży zawsze po obu stronach.
    Farmazonem jest, że marynarz musi być pijakiem musi być chamski i tak dalej. Dla tych, którzy widzą właśnie te czynniki u marynarzy to proszę spojrzeć na mężów, którzy są w domu codziennie, Czy każdy budowlaniec dla przykładu jest pijakiem i robi wszystko na oklep???
    Czy warto wrzucać wszystkich do jednego worka??
    Każdy jest inny… Jeśli ktoś chce zdradzić nie musi wypływać na koniec świata, jeśli chce być chamski dla żony również nie musi być w grupie zawodowej marynarzy.
    Wszystko zależy od nas i od tego czy znamy tą drugą połówkę…
    Ja jestem ze swoim marynarzem ponad 10 lat. Nie zamieniłabym go za żadne skarby. I to że jest marynarzem nie zmienia tego jakim człowiekiem jest. On jest sobą a „marynarz” to jego zawód….
    Tak jak mój to księgowa- która nic nie robi tylko pije kawę,,,
    Kasia 😀

  5. Piotr pisze:

    Czemu ma służyć pytanie, czy warto być z marynarzem? Czy marynarz to jakiś przedmiot, czy też usługa żeby pytać o jakość? Oznacza to, że istnieje swoisty ranking czy klasyfikacja ludzi ze względu na przynależność społeczną, czy grupę zawodową i tworzy się stereotyp. Komuś brakuje empatii chyba, że takie pojęcia jak dom i rodzina, są traktowane jako biznesowy joint venture. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, nikt za was miłe Panie nie przeżyje życia, co najwyżej będziecie miały towarzysza, który będzie gotów z Wami przez to życie przejść. Osobiście miałbym dużo wątpliwości żeby związać się z kimś kto będzie pytał czy warto…

  6. Anonymous pisze:

    „Only the best man can go to sea.
    Only the best girl can be with the best man”

  7. Anonymous pisze:

    Czesc dziewczyny!
    Poznałam niedawno dobrego chłopaka,pływa od kilku lat. Jest przed 40 nie ma zony,dzieci etc. Ja mam 30.
    Dobry człowiek,ciepły.Tylko ma problem z alkoholem.Sam mi powiedział o tym od poczatku.
    Jak byłam u niego pił w nocy wódke bo wpadł w ciag alkoholowy.Spałam w osobnym pokoju,nie jest wtedy nachalny a raczej unika mnie.
    Rozmawialismy o tym,on wie ze ma problem z alkoholem i czesto sie nazywa alkoholikiem,widac ze sie z tym męczy. Raz na miesiac spotyka sie z Pania terapeutka bo znajomi mu załatwili pomoc. Ja uwazam ze jest to za mało bo nie przynosi to skutków.
    Jeszcze się nie zaangazowalam tak mocno,narazie go dosyc mocno obserwuje. Powiedzialam co ma zrobić jesli chce by nasza znajomosc sie rozwinęła=>Terapia intensywna.
    Nie wiem co robić bo mój ojciec jest alkoholikiem i wiem jak to sie skonczy.Boje się ze bede miała takie zycie jak moja mama ;( Teraz wypłynął na kilka tygodni,chyba nie bede odbierac telefonów,myslicie ze to dobry pomysł? Jak wyjezdzal rozstalismy sie w miłej atmosferze.
    Absolutnie fajny człowiek,imponuje mi. Kurcze poradzcie cos,moze osoba z boku powie mi co powinnam zrobić bo nie chce znowu popasc w cos bezsensu.

    Anika

  8. Anna Skorek pisze:

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

  9. Kasia pisze:

    tak trzymać. Brawo – właśnie o to chodzi:-)

  10. Anonymous pisze:

    Jestem żoną marynarza od 29 lat, nie miałam maila, skypa- a i tak nie zamieniłabym go na żadnego innego.M.

  11. Anonymous pisze:

    Witam. Tą stronę polecił mi mój chłopak Marynarz ,znamy się bardzo króciutko przez tydzień spe dzialiśmy ze sobą każda wolna chwilę gdyż wyjechał na kontrakt 4 miesięczny ciężko jest mi powrócić do codzienności jakiej miałam za nim go poznałam.ale do czego dążę mam w rodzinie marynarza i wiem na czym to polega chodź ostrzegano mnie żebym nigdy nie wiązała się z marynarzem bo to ciężki żywot. Dziś już wiem że nie zamienię swojego faceta na żadnego innego.Jestem silna osobą i dam radę bo wiem że warto czekać na kogoś takiego, rozmyślam już o jego powrocie:) o tym jak go przywitam jak spędzimy te cudowne pełne euforii 3 miesiące

    Pozdrawiam wszystkie żony i dziewczyny marynarzy :*
    J.

  12. Anonymous pisze:

    Moj chłopak wypływa dzisiaj i wraca jakoś pod koniec marca. Jesteśmy ze sobą 2 lata i jego marzeniem było spróbowanie swoich sił na morzu, kiedyś już był na miesięcznych praktykach. Jednak mimo wszystko,zgodziłam się tylko raz. Potem po jego powrocie będziemy szukać dla niego pracy na miejscu. Mieszkamy nad morzem wiec ze zdobytym doświadczeniem podczas 4miesiecznego rejsu,mam nadzieję że cos się znajdzie. Może powroty są cudowne,te wspólne chwile po rozlace ale nie chciałabym tak żyć przez lata. Na szczęście Mój Marynarz tez woli prace na lądzie niż długa rozlake ze mną 😉 Na pewno będę czytać twojego bloga żeby do marca się nie załamać. Całe szczęście będziemy codziennie pisać ze sobą maile wiec oby ten czas zlecial.

    Pozdrawiam wszystkie żony i dziewczyny marynarzy ;*

    P.

  13. Anonymous pisze:

    Kiedyś była tęsknota, ale z czasem nauczyłam się żyć sama, ale chyba nie tego chciałam… Mamy małe dziecko. Zostałam sama ze wszystkim bez pomocy. Mąż sam kiedyś powiedział, że na morzu nie jest aż tak źle. Zresztą to wszystko zależy od człowieka. Niestety morze zmieniło mojego męża. Stał się chamski wobec mnie. Ulubiona rozrywka to piwo przed tv. Wszystkich wkoło krytykuje, a siebie uważa za nieomylnego. Żyjemy przez to w odosobnieniu…toleruje tylko swoją rodzinę, a znajomych twierdzi, że nie potrzebuje. Czuję się jak w pułapce. Cały czas jestem przygnębiona i nic mnie nie cieszy. Zmieniłam się z pogodnej, otwartej dziewczyny, w osowiały kłębek nerwów. Poza tym jest skąpcem, tj. nie wydziela mi kasy, ale uważa pieniądze na pierwszym miejscu, nie ma gestu aby mi coś kupić- np. kwiaty gdy urodziłam córkę, czy jakiś drobiazg. Uważa, ze jestem beznadziejnym kierowcą i po co mi samochód- efekt zostałam bez samochodu z maleńkim dzieckiem na 4 miesiące. Cały czas mnie dołuje zamiast motywować, straciłam sens życia, nawet nie mam z kim porozmawiać.Co się stało? nie wiem, kiedy tak się porobiło…nawet nie cieszę się, że wraca- będzie znowu narzekać, a mi przybędzie obowiązków, bo książę sam nie wyprasuje sobie, ani nie ugotuje. W dodatku mamisynek- fajne połączenie. Co mamusia powie święte, wpatrzony jak w obrazek, nie wiem po co mu żona. Ulżyło mi. Dziękuję za uwagę.

    • Anonymous pisze:

      To bardzo przykre, co Pani pisze. Współczuję. Skoro już tak jest, to proszę wykorzystać czas nieobecności męża tylko dla siebie i dziecka. Zainwestować w siebie, a maleństwu dać dużo miłości. Pozdrawiam. Daria

  14. Anonymous pisze:

    Mój wybór był prosty. Mogłam albo być z facetem którego kocham i czasami za nim tęsknić. Albo żyć bez niego.
    Nigdy nie twierdziłam że życie z marynarzem jest łatwe. Ale ja odnalazłam swoje szczęście u boku właśnie takiego mężczyzny.
    Luna 1310

  15. Anonymous pisze:

    Zgadzam się, że na początku pływania było baaaardzo ciężko. Faktycznie tęsknota odbierała chęć życia. Ale obowiązki, tj. małe dzieci, praca, nie pozwalały na depresję. Trzeba było działać. I to uczyniło ze mnie silną kobietę. Dopiero po 11l pływania, trochę się przyzwyczaiłam do rozłąki. Ale i tak lubię swoje życie, bo doceniam każdą chwilę spędzoną z mężem. I uwielbiam ten dreszczyk emocji przed każdym jego powrotem (jeszcze niecały miesiąc, wróci do domu przed Świętami, po półrocznym rejsie;-) Daria

  16. Anna pisze:

    Powtórzę za klasykiem: „Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów!” Moim zdaniem trudno jest rozmawiać patrząc na sprawę z perspektywy tylko tego co dobre. Należy ogarnąć całość. Dla mnie nie do przeskoczenia była tęsknota, która odbierała ochotę do działania, pozbawiała radości życia. Rozłąka stawała się rodzajem obłędu, który uniemożliwiał normalne funkcjonowanie. Nie było w tym winy marynarza, który mógłby być wzorem dojrzałego i kochającego mężczyzny. Wykształcony, zaradny, stanowczy, a przy tym troskliwy, wrażliwy i cierpliwy. Był podporą gdy był w domu, wspierał i dodawał otuchy ze statku. Ale mimo szczerego uczucia i starań postanowiłam odejść, bo nie umiałam się odnaleźć w roli słomianej wdowy. Dlaczego właśnie On musiał udać się na morze……

    • wyszkam pisze:

      Tak jak nie każdy mężczyzna nadaje się na marynarza, tak nie każda kobieta może być żoną Człowieka morza…

    • Anonymous pisze:

      Anna, jak ja Cię rozumiem.. To co napisałaś… Ten obłęd, gdy go nie ma i nie mogę normalnie funkcjonować, tęsknota, która odbiera chęć jakiegokolwiek działania, to wszystko co napisałaś jest o mnie..
      Jestem z M.od wielu wielu lat. Z każdym rokiem jest mi coraz trudniej radzić sobie z ciągłym życiem samej. Patrzę w lustro i widzę jak czas ucieka, a ja życie spędzam na marzeniu o moim M, tęsknocie, smutku…wyczekiwaniu i ciągłym odliczaniu.
      To prawda, że nie każdy nadaje się do bycia z M. Ale co zrobić, gdy się pokochało człowieka do bólu, do utraty tchu i on jest marynarzem??? Próbujesz żyć, wierzysz, że będzie dobrze, że może jakoś się przyzwyczaisz.. Nic bardziej mylnego. I te ciągle rozczarowania, bo labo musi zostac dłużej na statku, albo jechac o kilka dni wczesniej. Ostanio, gdy zadzwonili z firmy i zabrali nam ZNÓW kolejne dni urlopu wyłam już na głos. Mój M.obecnie pracuje 4 tyg. na 4 tyg. Sielanka w porównaniu do 4 m-cy?? Nie wiem,… chyba nie. Bo zabierają M. ciągle szybciej na statek, coraz więcej rozstań i przywitań. A pisanie, że życie w ciągłym żegnaniu się i witaniu jest budujące dla związku, ekscytujące jest nieprawdą! Fajnie jest od czasu do czasu móc się rozstać na krótki czas, ale ciągłe wyjazdy i przyjazdy rodzą frustrację, pełno obaw, miliony łez, po prostu ból, który nie ucieka w powietrze, tylko piętrzy się w naszym wnętrzu. Oczywiście, że jestem przeszczęśliwa, gdy M. wraca do domu, oczywiście, że jest wykwintna kolacja, szampan, ja piękna i seksowna, oczywiście, ale za moment znów wyjedzie a wtedy jestem zapuchnięta od płaczu, skulona z rozpaczy. I tak w kółko. Ja już mam tego tak bardzo dość. Taka huśtawka emocji wykańcza. Raz jest mój ukochany, a raz nie ma i tak w kółko. 7 m-cy w roku nie ma mojego męża. Chcę się kochać, śmiać, płakać, przeżywac życie u boku męża, a nie ciągle z jego walizką w tle.
      Kocham Go na zabój. ale czuję, że już nie mogę…
      Praca na lądzie- pisze wiele osób, że mąż wraca zmęczony, codziennie z pracy, a w pracy na statku to jak wraca to jest w domu tylko dla nas. Ja wolę, by mój mąż wracał każdego dnia wieczorem zmęczony do domu, by zjadł ze mną kolację i przytulił się w łózku. Byśmy spali każdej nocy razem. Byśmy byli blisko siebie fizycznie, zawsze gotowi przyjechać, gdy coś się dzieje, gdy potrzeba pomocy i raz do roku, w wakacje miec urlop i cieszyć się nim na maxa, wiedząc, że nie trzeba się będzie zaraz rozstać na kolejne tygodnie, tylko pójść rano do pracy i wieczorem wrócić do domu, do siebie..
      Nienawidzę życia marynarskiego i mam w nosie pieniądze.

      Chciałam napisac do Pani Kasi, że ten blog jest super sprawą. Ja po prostu nie pasuje do tej konwencji, ale dziękuję, że mogę poczytać, że są kobiety, które potrafią tak żyć i są szczęśliwe.
      Pozdrawiam Panią bardzo jak i inne szcześliwe żony Marynarzy.

      Ps. Bzdurą sa zdrady w portach i porno w każdej kabinie. Byłam u M. 3 razy na różnych statkach. Nie wierzmy i odrzucajmy stereotypy.

      Dobranoc.

  17. Anonymous pisze:

    Ojeju tak samo miastowi mężczyźni potrafią być chamami, prostakami itd. (i kobiety również). Nie chodzi o to by licytować kto lepszy! Bo to nie ważne co robisz, czym się zajmujesz, a jakim jesteś człowiekiem. Nawet kanary, strażnicy miejscy i politycy też pewnie mają szczęśliwe prywatne życie przecież i ktoś ich kocha :P. Kto jak reaguje na stresy, z jakimi ludźmi przebywa (np. chamami) to kwestia siły osobowości jak dają na siebie wpływać. A jak M wypływa, jest się samej w domu, czy z dziećmi – to jak mówi mój M „inteligentny człowiek się nie nudzi” a może jeszcze dalej się rozwijać, pracować, uczyć, tworzyć, ćwiczyć, bawić się itp. Związki polegają na współpracy, wspólnym wychowaniu siebie wzajemnie, kompromisach i braniu na klatę trudnych chwil (jak to się mówi: życie). Lepiej trzymać się plusów i cieszyć się tym krótkim bytem na ziemi niż płakać. Więc bravo koleżanki co nie tracą czasu na żale i cieszą się każdym uśmiechem i całusem powitalnym jak M wraca do domu.
    Pozdr. K.L

  18. wyszkam pisze:

    Oczywiście, że warto. Jeżeli my kochamy i On kocha to odległość, rozłąka, trudności i problemy się nie liczą. Dla mnie MM jest najwspanialszy i nieważne, że pracuje z prostakami czy chamami – w domu jest najwspanialszym mężem, tatą, przyjacielem. I mimo tego, że zawsze wraca na zbyt krótko to po 10 latach małżeństwa nie zamieniłabym go na innego i nie wyobrażam sobie innego życia. Pozdrawiam

    • Anonymous pisze:

      Jestem w związku z marynarzem od 13 lat (8l małżeństwa). Nie zamieniłabym swojego faceta na żadnego innego. Jedna podstawowa cecha naszego związku- gdy go nie ma, nie ma go w 100 %. Muszę być silna, sama sobie radzić i dla odreagowania, niejednokrotnie ryczeć w poduszkę. Ale gdy jest, jest w 100 %. Dla dzieci, dla znajomych i siebie, ale przede wszystkim dla mnie. I co? I jest bosko!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! W Każdej dziedzinie. Jeśli jesteś silna, kochasz morze i faceta, spokojnie możesz związać się z marynarzem. Daria

    • Anonymous pisze:

      Jeszcze jedno – czekanie na powrót na męża marynarza, to jak czekanie na św Mikołaja kilka razy w roku:-) Daria

    • Anonymous pisze:

      Daria TAK JEST!

    • wyszkam pisze:

      Co do miłości do morza to niekoniecznie – zawsze gdy na nie patrzę wiem, że zabiera mi coś cennego – chwile, które moglibyśmy spędzić z MM. Ale na szczęście nie mieszkamy nad morzem…

    • Anonymous pisze:

      „Co do miłości do morza to niekoniecznie”. Koniecznie! Też nie mieszkamy nad morzem i pewnie dlatego je uwielbiamy. Poza tym, właśnie dzięki tej miłości (do męża i MORZA) jestem w stanie zrozumieć męża, jego pasję. Bo kobieta powinna kochać, ale przede wszystkim rozumieć swojego mężczyznę. Pozdrawiam. Daria

  19. Anonymous pisze:

    Ten tekst to jest taki ”smiech przez lzy ” , oszukiwanie samej siebie i proba dania nadziei innym ”Marynarzowym” , bez przesady i obludy – nic nie interesuje ”marynarzy” tylko picie , dupeczki i swawolny tryb zycia , na statkach sa w swoim niebie a w Portach to juz jak w ”Raju” , tyle ze po powrocie do Domow sa cisi i spokojni , kochajacy i mili – OBLUDA I FALSZ , taka jest prawda o Marynarzach. Kobiety plywajace nie sa wcale lepsze , czasami nawet wiecej wyprawiaja niz Merzczyzni .Co do Ich Zon to moze w innym tekscie .

    • Anonymous pisze:

      Tutaj trzeba sie zgodzic. Jak pisalem wyzej , statek statkowi nie rowny , marynarz marzynarzowi rowniez.
      Nie dziwie sie takim opinia. Pamietam pierwszy rejs za kadeta, powrot po 6.5 miesiacach busem
      do Gdyni. Chamstwo i dziadostwo to malo powiedziane, chlanie do upadlego ( 4 h drogi nie mozna bylo wytrzymac, jak i 6.5 miesiaca chlania do posrania nie wystarczylo) i obrazek – Matka/Zona z dziecmi czeka na ukochanego meza a ten ledwo sie wytacza z busa – tak je powitali po 6.5 miesiacach rozlaki.
      Nie wkladajmy jednak wszystkich do jednej beczki. Cham jest na morzu jak i w autobusie.

      Pozdrawiam
      BL

    • Anonymous pisze:

      Co za bzdury! „oszukiwanie samej siebie…, obłuda i fałsz”. Wiem, po swoim mężu, że właśnie ten, który pływa, docenia wartość rodziny i zna granice ewentualnego wyluzowania się. Chleją, pewnie tak. Ale czy od razu za tym muszą iść zdrady i pełna rozpusta? Niekoniecznie. Kiedyś pewien marynarz powiedział mi, że marynarze tylko gadają, snują opowieści. I ja mu wierzę. Daria

    • Anonymous pisze:

      Co za bzdury! „oszukiwanie samej siebie …., OBLUDA I FALSZ” Ktoś, kogo nie ma w domu przez pół roku, tym bardziej docenia wartość rodziny. Czy chleją? Pewnie tak, ale czy od razu zdradzają? Wątpię. Pewien marynarz powiedział mi kiedyś, że marynarze tylko gadają, snują opowieści. I ja mu wierzę. Pzdr Daria

    • Anonymous pisze:

      Ten tekst to jest taki ”smiech przez lzy ” , oszukiwanie samej siebie i proba dania nadziei innym ”Marynarzowym”
      Hmmm Ten tekst to faktycznie jest taki troszkę śmiech przez łzy, i jest to jedyna część komentarza z którą się mogę zgodzić, ale tylko częściowo,ktoś też wcześniej napisał, że te plusy bycia z marynarzem częściowo przynajmniej są wyszukane na siłę.. Może trochę są, ale tak na prawdę każda kobieta będąca w związku z marynarzem doskonale zna minusy tej pracy. Minusów jest na prawdę bardzo dużo, może nawet więcej jest minusów niż plusów. Na początku naszego związku nie byłam pewna czy dam radę, te kontrakty na których pływa mój M. są długie 4 miesiące, teraz wypłynął na 5. Myślałam, że ten kontrakt mnie dobije, ciężko było przy 4 miesiącach a teraz 5? a wszystkie doskonale wiemy, że może się jeszcze to przesunąć i wyjdzie z tego pół roku. Oczywiście nie będzie go na Boże Narodzenie, nie będzie w Nowy Rok, Nie będzie go na Walentynki, nie będzie go w moje urodziny, ani w jego, a później z nów w Boże Narodzenie. Jak tylko wyjeżdża z domu zawsze się coś psuje (samochód, pralka, lodówka) i oczywiście zostaję z tym sama, albo jeszcze dziecko trafi do szpitala, i też zostanę z tym sama, że pół życia spędzimy osobno- to tylko kilka minusów i patrząc na związek z marynarzem przez ich pryzmat. Na pewno nie warto!

      Krótko po jego wyjeździe trafiłam na tego bloga. Kasia odwala kawał dobrej roboty prowadząc go. Dzięki niemu wiem, że nie tylko my jesteśmy w takiej sytuacji, przez wpisy i komentarze wiem, że jest mnóstwo kobiet które dają sobie radę z tym specyficznym zawodem i są lub starają się być szczęśliwe.
      Dzięki temu blogowi ja też uczę się być szczęśliwą i znaleźć plusy tej pracy choćby na siłę!

      Przecież oprócz tego, że jestem z Marynarzem jestem z najwspanialszym facetem. Przede wszystkim jestem z najwspanialszym facetem, który pomimo tego, że jest na drugim końcu świata wspiera mnie we wszystkim co robię i na tyle na ile jest w stanie daje mi wszystko co tylko może. Każdą wolną chwilę jak tylko jest możliwość spędzamy na rozmowach na skypie, na chatach, na pisaniu smsów czy maili jeśli wszystko inne zawodzi! Jak wraca do domu jest tylko mój i tylko dla mnie.

      „bez przesady i obludy – nic nie interesuje ”marynarzy” tylko picie , dupeczki i swawolny tryb zycia , na statkach sa w swoim niebie a w Portach to juz jak w ”Raju” , tyle ze po powrocie do Domow sa cisi i spokojni , kochajacy i mili – OBLUDA I FALSZ , taka jest prawda o Marynarzach.”
      Równie dobrze to samo można napisać o innych grupach zawodowych.. Ta część komentarza jest dopiero pisana na siłę. Owszem na pewno mój M. inaczej zachowuje się na statku niż w domu. Tam w końcu jest w pracy… Ale, żeby od razu był chamem prostakiem i żeby pierwsze co robił w porcie leciał na dupeczki? To jak zdradza na morzu to i w domu zdradza- taki typ! a i jeszcze picie no tak bo w domu przecież jest abstynentem, więc musi sobie w pracy odbić? Każdy ocenia swoją miarą!

      „Kobiety plywajace nie sa wcale lepsze , czasami nawet wiecej wyprawiaja niz Merzczyzni”
      Bobiet pływających nie znam, ale jak wyżej każdy ocenia swoją miarą.

      „Co do Ich Zon to moze w innym tekscie”
      Nie mogę się doczekać kolejnego tekstu!

      Pozdrawiam Justyna

    • Kasia pisze:

      Dzięki Justyna 🙂

  20. Anonymous pisze:

    Pływałam już pare razy z moim mężem i z prostakami się nie spotkałam:)wręcz przeciwnie byli to ciepli, życzliwi, zabawni ludzie i to były cudowne chwile:)każdy ma plusy i minusy, nie ma ludzi idealnych , wystarczy spojrzeć co dzieje się czasem tutaj na lądzie wokół nas…..kocham Mojego Marynarza i razem z Naszym synkiem Maciente:)tworzymy pomimo rozstań zgrany zespół:)czego o ,,ludziach lądu,, nie zawsze można powiedzieć..i co ważne to od Nas w duuuużej mierze zależy jak będziemy postrzegać świat i wszystko co nas otacza:)ja nie słucham tych pierdół;)o marynarzach co niby oni tam na statkach wyczyniają ..dlaczego??bo znam swojego męża i wiem jaki jest naprawdę i pomimo stereotypów wiiieeeele czasu poświecamy na gadanie i dokładnie wiem co na statku się dzieje:)pozdrawiam wszystkich serdecznie:)nie byłam jeszcze na spotkaniu żoneczek marynarzy, ale może w końcu nabiorę odwagi:)Magda H.:)

  21. Anonymous pisze:

    Oj dziewczyny jestem marynarka i powiem Wam, ze nigdy zadnego marynarza za meza bym nie chciala. Co innego byc w domu i czekac na takiego faceta myslac sobie ze Wow mam faceta marynarza, to takie super ze on PLYWA:) ze moge sie pochwalic jest zaradny bo jest na morzu itp. Nie bede Wam zdradzac co sie dzieje na morzu w takiej pracy z facetami jacy oni tam na tym morzu sa ( nie chodzi tu mi absolutnie o zdrady bo mnie to nie interesuje) ale szczerze plywam juz kawalek zycia i na te wszystie lata spotkalam moze z 4, 5 ciu facetow ktorzy byli wporzadku i mieli poukladane w glowie reszta to prostaki, chamy i alkoholicy o slownictwie ktore jest na morzu uzywane nie wspomnę, taka jest prawda niestety. Gdybym miala wybierac jeszcze raz nie wybralabym takiego zawodu nie wiedzialam ze na morzu sa takie prostaki. Pozdrawiam .

    • Anonymous pisze:

      Bo Kobiety powinny siedziec w domach i wychowywac Dzieci i prowadzic Dom a nie pchac sie na Morza i Oceany . Chcialas to masz a teraz nie gdacz .

    • Anonymous pisze:

      Heheh 🙂 Zalezy gdzie plywasz, w jakim sektorze na jakim statku. Statek statkowi nierowny, u mnie nie ma miejsca dla chamow i prostakow a tym bardziej alkoholikow.
      Statek statkowi nierowny. Oczywiscie na masowkach roznej masci (najlatwiejsze statki) jest kupa dziadostwa i nic wiecej. Zderzylem sie z tym na poczatku kariery i jak na to patrzylem to sie zalamalem ze ja tez taki bede. Naszczescie robilem wszystko zeby sie wymiksowac z tego towarzystwa i tak wydeptalem sobie sciezke do jednostek specjalistycznych gdzie uwierz mi ze Twoj opis zupelnie nie pasuje.

    • Anonymous pisze:

      Pozdrawiam
      BL

    • Anonymous pisze:

      A ja chciałam pływać i zazdroszczę mężowi (3rd off), że może wykonywać ten zawód. U mnie skończyło się na WSM (teraz AM) w Szczecinie, a potem dzieci i praca na lądzie. Nie uważam, że kobiety powinny siedzieć w domach, ale jednak życie rodzinne przy obojgu pływających rodzicach byłoby niemożliwe. Ktoś musiał ustąpić. Ale w przyszłym życiu, niezależnie od płci, będę marynarzem. Pzdr Daria

    • marynarz pisze:

      Kobieta na morzu to najgorsze co może się przytrafić … spotkałem już kilka na pokładzie za oficera i jedna w maszynie. K… myślące jak tu wślizgnąć się do starego lub starszego wajchowego łóżka. Szczególnie te młode głópie idiotki.

      • Daria pisze:

        Nie chcę być złośliwa, ale czyżby jakiś nieudany podryw, marynarzu? Przecież jak młode GŁUPIE idiotki, to trzeba wziąć poprawkę. Któż z nas w młodości nie popełniał błędów? Pozdrawiam, marynarzu:-)

  22. Anonymous pisze:

    Wiele z tych plusów nie wyróżnia specjalnie marynarzy, bo czy przeciętny mężczyzna pracujący na miejscu, nie może być wysportowany, posiadać szerokiej wiedzy technicznej czy być dobrym ojcem?Wszystkie z tych cech można przypisać do każdego z mężczyzn tak naprawdę. Ponadto czy ktoś zazdrości innym kobietom, że zostają same i mają czas dla siebie?Chyba w tym wypadku nie ma czego zazdrościć, bo to czy masz czas wolny dla siebie zależy od Ciebie, a nie od Twojego partnera. Absolutnie nie jestem przeciwna takim związkom, ale po dłuższych obserwacjach zauważam jednak więcej minusów. W każdym razie trzymam za Was kciuki!

    • Kasia pisze:

      Pewnie, że przeciętny mężczyzna też może mieć te cechy przypisane. Cechy są dla wszystkich pytanie czy wszystkim się należą:-)
      A my lubimy chwalić-doceniać naszych chłopaków:-) Wzajemne wsparcie jest podstawą w każdym związku. Pozdrawiam.

    • Anonymous pisze:

      „bo czy przeciętny mężczyzna pracujący na miejscu, nie może być wysportowany, posiadać szerokiej wiedzy technicznej czy być dobrym ojcem?” Może, ale czy ma? A nasi mają to z definicji-bo praca wymaga wiedzy i siły fizycz, a ciągła rozłąka zachęca do bycia wspaniałym ojcem (jest nim, bo chce, bo tęskni, a nie traktuje tego jak obowiązek)

  23. Anonymous pisze:

    Jestem również dziewczyną Marynarza 🙂 i powiem Wam tak Mój M to najwspanialszy prezent od losu i życia jakiego mogłam dostać 🙂 mimo tego, że wiadomo są plusy i minusy bycia z M nie zamieniłabym tego za nic na świecie 🙂

  24. Anonymous pisze:

    Te plusy są trochę wymyślone na siłę. Niektóre nawet się powtarzają. Jeżeli jesteś wybranką marynarza też nie możesz się bać „robaków” a przede wszystkim to Ty musisz być zaradna a nie on. Bycie z marynarzem nie jest ani łatwe, ani przyjemne. Mnie np. paraliżuje myśl o Jego wyjeździe gdy jeszcze jest ze mną, w domu. I nie potrafię się cieszyć z tego że jest. Drugi raz chyba bym się nie zdecydowała na taki związek.
    Pozdrawiam,
    M.M.

    • skrzydlatadusza pisze:

      Każda partnerka marynarza zna minusy bycia w takim związku, sztuką jest znalezienie dobrych stron, choćby były naciągane i tak poprawią humor. Jednakże akurat przy robakach się nie zgodzę. Pająki zawsze wraz ze mną czekają na powrót pana męża;-) czy muszę być bardziej zaradna niż m? Nie sądzę, nigdy nie brakło mi wody do picia, nie musiałam decydować o tym, jak ratować rannego człowieka na środku morza, czy bronić się przed atakującymi piratami. Ale każdy ma prawo do swoich odczuc i emocji, nawet tych negatywnych.

      Pozdrawiam

    • Kasia pisze:

      Fajnie napisałaś. Minusy znają wszyscy a plusów zawsze warto szukać 🙂

  25. Anonymous pisze:

    Mój marynarz polecił mi Twój blog bym czytała i poznała co to znaczy być z taką osobą. W ciągu 3mc zakochałam się na zawsze. I to co piszesz zgadza się z tym co doznałam w 100%. A niedawno byłam przerażona – te nieprzyjemności z przeszłości i próba zaufania na nowo i te stereotypy o ich zawodzie jeszcze (o Boże), o których piszesz ogólnie, ale się słyszało – dołujące jeszcze bardziej. A stało się tak, że szczęśliwsza nie byłam nigdy. Wyjechał mi na koniec świata i mimo świeżego uczucia nie boję się o wierność, ale lęk przed tym, że jest tak daleko i coś może się wydarzyć, a Mnie nie będzie przy Nim jest okropna (‚Tytanic’ to jednak beznadziejny film – nie polecam!!). Ale by być pozytywnym – czekam na Jego powrót myśląc o tym jak Go powitam, za to, że to będzie radosny czas. Za to,że są wyjątkowi.
    Pozdr. K.L

  26. skrzydlatadusza pisze:

    Na pewno nie są metroseksualni- pachną morzem, opaleni są naturalnym słońcem, a w ich ramionach można udawać słabą kobietkę, na pewno żaden nie spanikuje;-) aa i robactwo wszelakie im niestraszne, bo,sporo już w źyciu widzieli.

  27. Anonymous pisze:

    Amen!!! Nic dodać nic ująć!!! Marynarze to prawdziwe chłopaki do kochania, nie wyobrażam sobie życia jak u boku człowieka z mórz 😉 <3 Pozdrawiam wszystkie szczęśliwe marynarzowe 🙂 Karina K.

  28. Anonymous pisze:

    Ja czekam,aż w końcu po 4,5 roku bycia razem zostane to narzeczoną, a potem żona. Racja bywa trudno, ale trzeba wiedzieć na co się decydujemy 😉 Pozdrawiam, Ania 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *