MENU

73 komentarze Magazyn, Na poważnie

Ciemna strona marynarzy

źródło:Etienne Dubuis, Le Temps/Worldcrunch/ http://info.wyborcza.pl/

Tekst zapewne do przyjemnych nie należy. Jednak pamiętajcie, nie mówi on o regule, ale o czymś co się zdarza, co dotyczy czasami rodzin marynarskich. Nie będziemy udawać, że wszystko jest pięknie i ładnie bo różne zapewne znacie historie. Grunt, żeby o tym mówić i być wyrozumiałym dla innych rodzin, które to z takim problemami się zmagają. Pamiętajcie, że blog jest dla kobiet marynarzy i traktuje temat pod kątem właśnie żon i ich sytuacji. Na pewno do tematu będziemy wracać, może uda mi się zaprosić do napisania takiego tekstu naszego psychologa. A tym czasem życzę refleksji;-)

Pozdrawiam
Kasia

 

Ten specyficzny zawód, jakim jest marynarz bywa, że niesie za sobą również bardzo negatywne emocje, zachowania samych pływających.
Rozłąka tak naprawdę nikomu nie sprzyja, a tym bardziej gdy jest ona dość długa. Marynarze, którzy wypływają na kilkumiesięczne kontrakty(ale nie tylko oni) potrafią w domu odreagowywać ten czas w sposób często  nieprzyjemny.

źródło:Etienne Dubuis, Le Temps/Worldcrunch/ http://info.wyborcza.pl/

Specyfika pracy, emocje, ludzie, multikulti, obowiązki związane z obejmowanym stanowiskiem( władza, częste traktowanie innych dość ostro) odbijają się na żonie, na najbliższych. Trudno jest po kilku miesiącach na morzu z dnia na dzień przestawić się na inny system. I właśnie z takich sytuacji tworzą się smutne i często tragiczne historie. Mąż tyran, agresywny znęca się na żonie psychicznie czy w skrajnych przypadkach fizycznie. Bywa, że bardzo mocno chce kontrolować całą sytuacje i ludzi mu najbliższych. Bardzo często wynika to już z długiego stażu na morzu, czy też uczuciu władzy wynikającego z zarabianych pieniędzy. Po powrocie staje się terrorystą. A jakakolwiek krytyka jest atakiem, którego nie znosi.

Bardzo zła jest również chorobliwa zazdrość i kontrola. Potrafi wykończyć bardziej niż niejeden wróg. Marynarze mimo kilometrów potrafią telefonicznie, mailowo i  na milion innych sposobów, kontrolować żonę bez powodu. Niestety, bywa i taki obraz męża marynarza.
Oczywiście na takie zachowania ze strony żon, czy innych osób bliskich, nie może być przyzwolenia. Absolutnie. Jasno powinno się określić granicę przestawianie się na tryb lądowy, a gdy zostaje ona przekroczona, odpowiedź ze stron żon musi być jasna i stanowcza.
Takie zachowania często są przyczyną nie radzenia sobie z emocjami. Trzeba nad tym pracować. Czy w gronie rodziny czy też ze specjalistą. Jak to w życiu bywa, teoria jedno, praktyka swoje. Kobiety często się boją, a co gorsza bywa, że myślą, że to ich wina i trwają, pokornie się godzą. Zapewne czują, że nie zostaną zrozumiane, nikt im nie uwierzy. Przecież rodzina z pozoru szczęśliwa o dobry statusie majątkowym, no gdzie tam patologia, przemoc? Ilona Felicjańska w jednym z wywiadów powiedziała ” W Polsce tak jest, że to nad katem się litują, a nie nad ofiarą”. Coś w tym jest. Jednak nie dajmy się zwariować, trochę zdrowego egoizmu musi być w każdym. Trzeba walczyć o swoje i rozsądnie szybko diagnozować problemy. Tak, żeby nie urosły do rangi tragedii rodzinnej.
Na pewno jeżeli partnerzy będą przymykać oczy na negatywne zachowania, one będą rosły w siłę.
I nie ma co się wstydzić, czy udawać, że jest ok, bo to krzywdzi dwie strony.
To bardzo specyficzny zawód w bardzo trudnych warunkach stresowych. Depresja u marynarzy jest cały czas tematem tabu ale nie raz słyszy się, że ktoś nie wytrzymał psychicznie.
Pierwsze co może zrobić żona w takiej sytuacji, to pomóc. Rozmawiać, tłumaczyć, skorzystać z porad specjalisty. Nie wycofywać się
Nie każda kobieta może być żoną marynarza. Trzeba być gotowym na wszystkie sytuacje, nie wolno dać się zaskoczyć. I zawsze, ale to zawsze traktować się po partnersku i wspierać.
Marynarze często mają trudny charaktery ale byle „cipek” na morzu pracować nie będzie.
Jeżeli partnerka nie wie jak rozmawiać, jak zacząć taką dyskusję z marynarzem, niech zaczerpnie wiedzy u innych, czy żon czy właśnie specjalisty, psychologa. Musi się przygotować na wprowadzenia programu naprawczego. I nigdy, przenigdy nie wstydzić się o tym mówić. Trzeba pytać i szukać pomocy dla dobra rodziny. Nikt nie chce żyć z tyranem czy nawiedzonym wilkiem morskim.
O związek trzeba dbać, jest to ciągła praca, praca i jeszcze raz praca, ale za to jakie efekty.

73 Responses to Ciemna strona marynarzy

  1. Śruba pisze:

    Widzę, że nie tylko ja mam ten problem.
    Zauważyłam , że im mój M więcej zarabia, tym jest gorszy do zniesienia. Mamy dwoje malutkich dzieci rok i 2,5 roku, a mojemu mężowi, jakby obowiązki w domu strasznie przeszkadzały. Myślę, że to kwestia charakteru. Mój M myśli, że jak się na morzu narobił, to w domu już nic nie musi. Rzeczywiście chłopy na statku gorzej plotkują od bab. Z poprzedniego rejsu mój M przywiózł rewelację, że jakiś hindus mu powiedział, że u nich jak kobieta urodzi dziecko, to jedzie na rok do matki i tam się z tą matką tym dzieckiem opiekują. Mogłabym mnożyć historie, pod którymi kryje się zwykłe lenistwo męża. Ja tu też nie leżę, a jak wraca to wszystko wywraca do góry nogami i o wszystko ma pretensje. Taki człowiek nie nadaje się do życia i to nie jest wina tego, że jest na morzu. Jakby chciał mi w domu przy dzieciach pomóc, to by pomógł, a tak to czuje się wykorzystany, bo jak to on Pan robi babską robotę. Tylko, że dzieci nie obchodzi, że on dużo zarabia, a jedynie zaspokajanie potrzeb tu i teraz. Mój M niby nie wylicza mi kasy, a mam wrażenie, że muszę wyrzygać każdego dolara. Cały czas mówi o pieniądzach. Ostatnio nawet mi powiedział, że powinnam iść do pracy , a ja i tak cały czas dorabiam, ale trochę ciężko jest pracować i opiekować się rocznym dzieckiem i 2,5 latkiem z autyzmem. Mąż też nie wspiera mnie w chorobie syna, czuję się w tym wszystkim sama, więc po co mi taki mąż?

  2. Mli pisze:

    Ale zaraz. Oni nie traktują Was po chamsku po prostu dlatego, przypadkiem, że mają dziwkę w każdym porcie i po prostu już Was nie kochają??? ja tu nie wodze w ogóle problemu zdrad. Nie ma, czy tak jesteście naiwne, że w nie nie wierzycie? A może oni nie zawijają przez te miesiące nigdzie?;)

    • Panoramix pisze:

      Tak zawijają do portu i to nawet bardzo często w zależności od rejonu pływania, typu statku itp. No i co wtedy biegną do… nie, nie do burdelu jak pisze jakiś czy jakaś nawiedzona, tylko biegną po miejscową sim kartę, albo agent nam ją przynosi. A po co? Po to żebyśmy mogli dzieci zobaczyć i żonę. Świat portów pełnych dziwek i tego że marynarz to kurwiarz to wymysł tych którzy sami robią takie rzeczy na lądzie. Praca oficera na statku to ciągłe obowiązki, małą ilość snu, duża odpowiedzialność. Praca po 12h dziennie to norma a często więcej. Więc przestańcie tu pierdolić farmazony o tym jacy to my źli jesteśmy.

    • aldona pisze:

      No bez przesady!!! Nie kazdy marynarz musi miec dziwe w porcie i nie kazdy to nawiedzony wilk morski!!!!!!

  3. W drugim wolnym zwiaku pisze:

    Witajcie:)
    Dopisuję się do tematu, chociaż już dawno w nim nikt nie pisze.
    Otóż jestem w drugim związku z marynarzem. On po przejściach, i ja po przejściach. Znamy się 6 lat. Było cudownie, jednak z czasem zauważyłam mniej troski o moją osobę. Kiedy go poznałam, nie miał żadnych relacji ze swymi dorosłymi dziećmi. Z czasem, przy mym wsparciu i doradzaniu, aby odnowił te relacje, obecnie ja jestem na drugim planie. Wiem, że dzieci traktują go jak bankomat, o czym powiedziałam jemu. Nie ma nic w tym uczuć, ale żądza pieniądza, ze strony dzieci. Ja nie mam nic przeciwko temu, aby te kontakt były, bo to ja sprowokowałam aby te kontakty były. Jednak paskudnym jest to, że te dzieci ojcu mówią że szanują mnie jako jego partnerkę, a jednak starają się aby tylko ojciec się z nimi spotkał, be zemnie. Ten zaś ojciec, i mój partner wchodzi w te gry, i urabianie ojca przez dzieci. Ponadto kiedy wraca z rejsu, ciągle ma pragnienie spędzania czasu swojego z rodziną swoją. Nasz wspólny czas, coraz bardziej się zawęża. Kiedy spytałam, dlaczego tak sam chodzi w odwiedziny do swych bliskich nie czekając na mnie, w odpowiedzi usłyszałam, że jestem inna, że im trudno jest ze mną być, i że to ja niby nie mam ochoty iść do jego rodziny. Dałam mu przykład, że przecież się mnie nie pytał, więc nie kumam tego stwierdzenia.Uśmiałam się na takie argumenty. Wiem, że jego rodzina pożycza od niego pieniądze, o czym on mi nie mówi, ale to wiem z fatów. Myślę, że on czuje się dowartościowany, że ma kasę i może dawać rodzince ile chce. Mi natomiast wypomina jak kupi drogi prezent. zygać mi się chce na te prezenty, naprawdę, mówię to szczerze, bo ja wolałabym nic nie dostać, ale też właśnie nie słyszeć tego jakie to ja prezenty dostałam od niego. Nadmienię, że bardzo chciał abym nie pracowała, ale ja czułam cosik, że mi nie pasuje, i staram się być kobietą samodzielną, choć pracuję na dwa etaty, ale jestem samodzielna. Spostrzegam, że mu to bardzo nie pasuje, bo ciągle słyszę od niego , że ta moja praca ie warta tak małych zarobków, i lepiej jakbym nie pracowała. Ja czuję, że władza pieniądza nim zawładnęła, a ja nie poddaję się, i pracuję tak jak uważam za stosowne. Chce być samodzielna finansowo. Czasami zastanawiam się czy to prostak i gbur, czy tak nim zawładnęły pieniądze jakie zarabia, czy ma ochotę uzależnić mnie od siebie??? ( w co nigdy nie wejdę). Gdzie się podział ten facet, którego poznałam, który był dżentelmenem w każdym calu, który niczego mi nie żałował. Gdzie on jest????

  4. ewa pisze:

    Jak czytam Twój artykuł i wszystkie komentarze to też mogę się z niektórymi zgodzić. Mam własną działalność gospodarczą ale nie przynosi ona tyle zysku ile bym chciała. I też mało w jej ramach pracuję co jest równoznaczne z siedzeniem w domu i nudzeniem się. Niestety należę do tych osób, które nie mogą mieć całego dnia wolnego ponieważ nie mają na siebie pomysłu hehe. Tak więc nie dość, że się nudzę, to jeszcze pieniędzy nie ma. Mój M powiedział nie raz, że mam się nie martwić, że wie, że się staram i że mamy jego pieniądze. Wszystko było cudownie dopóki raz się nie zachował bardzo chamsko i powiedział komentarz przy znajomych i obcych „Kto ma pieniądze ten wybiera”… Wtedy zrozumiałam jedno – nie można być NIGDY od nikogo zależnym! Wtedy poczułam, że prędzej czy później temat pieniędzy zacznie być przyczyną kłótni. Ja jestem kobietą silną i nie pozwolę sobie na takie traktowanie. Po tamtym komentarzu bardzo dosadnie mu powiedziałam, że to był ostatni taki komentarz z jego strony bo przy następnym już nie będziemy razem… Ogólnie zauważyłam, że jak ja mało pracowałam i on był na lądzie to trochę nuda się jednak wkradała w nasze życie i było więcej kłótni!
    Dlatego wszystkim marynarzowym które nie chcą czegoś podobnego przeżyć proponuję znaleźć pracę, nawet na pół etatu. Żeby nie trzeba było prosić się o 10 zł na waciki… Bo to jednak parszywe uczucie, że ktoś nas utrzymuje.
    A oni niby tacy wyrozumiali są i nie chcą żebyśmy pracowały a jednak potem ich irytuje, że kupujemy to i tamto za jego ciężko zarobione pieniądze. A ja się nie dam! Zarobię swoje i kupię sobie co będę miała ochotę!
    I nie nie dotyczy tylko Marynarzy ale wszystkim facetów. Uważają, że jak mają pieniądzę to mogą pomiatać kobietą pff!
    DZIEWCZYNY NIE DAJCIE SIĘ !

    • ewa pisze:

      I jeszcze jedno zauważyłam u innych znajomych marynarzy – większość z nich uważa posiadanie pieniędzy za swój największy atut :/ I nagle się okazuje, że gdyby zabrać im te pieniądze to są NIKIM. Zero zainteresować, nałogi, parszywy charakter. No ale przecież mają pieniądze, to zdobędą każdą kobietę. Bo im się wydaje, że kobiety to takie głupie pipy które lecą na kasę. Same wychowują dziecko, tęsknią etc tylko dlatego, no bo ON ma pieniądze. Jakbym naprawdę była taką idiotką to dawno bym sobie znalazła sponsora a nie marynarza, żeby się z nim użerać 🙂 Pamiętajcie dziewczyny o swojej godności! A jak oni mają taką „ciężka pracę” to niech idą do Reala na kasę robić. Może będzie im łatwiej 😛

  5. Lulka pisze:

    Mam ten problem. On, i jego „ciemna strona”. U nas jest nią jego nadmierny pedantyzm, i chęć organizacji życia wszystkim naokoło, zwłaszcza mi…wszystko musi być „po jego myśli”. Potrafi przyczepić się o coś, czego inny facet nawet by nie zauważył, i poszedł kochać się z żoną po długim nie widzeniu się. U nas to odpada;/ wiecznie chodzę spięta, że cos nie tak zrobię, odstawię, pobrudzę. Jestem osobą dbająca o siebie, i o dom, u nas zawsze jest czysto i poukładanie, ale dla niego wiecznie źle…okruszek na dywanie urasta do rangi kłótni, w której to potrafię wysłuchać bardzo bolesnych opinii na mój temat: nie dbam o dom, żadna ze mnie pani domu, że on już tak dłużej nie wytrzyma i że nie rozumiem specyfiki jego pracy, że ma stresy, że go nie wspieram. Czy to, że czekam na niego wiernie, i z oddaniem, to naprawdę nic nie znaczy? Chyba jest to jedna z ważniejszych wartości w małżeństwie? Coraz częściej czuję, że w jego poukładanym świecie nie ma miejsca na moją kobiecość, spontaniczność i czułość. Seks przestał smakować, nawet pończochy i szpilki odpadają bo zaraz będzie miał pretensje: podziurawisz podłogę butami;/ masakra…kocham Go, ale jego fobie zabijaja resztki moich chęci, ile czasu ktoś wytrzyma życie „od linijki” i wieczną krytykę?? Zadna kobieta, niedoceniana, nie będzie szcześliwa.

    • M. pisze:

      U mnie jest podobnie, nawet sama użyłam niedawno stwierdzenia, „że nie wiedziałam, że muszę robić wszystko od linijki”.Postanowiłam, że nie będę się temu poddawać, że spróbuję pomóc sobie i jemu, ale czy mi się to uda?

  6. Mania pisze:

    Witam.
    Trafiłam tutaj szukając jakiś postów na temat małżeństwa z marynarzem.
    Po krótce napiszę o sobie: mam 30lat, od 8lat jestem z marynarzem (5 po ślubie), mamy kilkuletnie dziecko. Mąż to dobry człowiek, spokojny, cierpliwy, niczego mi nie zabrania, mamy wspólne konto, kupuję co chcę, chodzę gdzie chcę, mam wolność i Jego zaufanie. Ojcem jest dobrym. Związek z Nim byłby rewelacyjny gdyby…nie pływał. Myślałam (jaka ja głupia byłam!) że po ślubie, po urodzeniu dziecka się zmieni, tzn.ja się przyzwyczaję, że nie będę tak tęsknić. A tęsknię i niesamowicie brakuje mi czułości i seksu. Pływa na 2,5 miesiaca, dla kogoś niezbyt długo, dla mnie za długo. Radzę sobie ze wszystkim, z dzieckiem, z domem, z nieprzewidzianymi zdarzeniami (zepsucie auta, naprawa lodówki itp), tylko z brakiem Jego nie. Z tym, że czuję się ZIMNA, jakbym stopniowo zamarzała w środku, brak czułości, dotyku, seksu powoduje że momentami nie radzę sobie ze sobą…
    Bywają dni, że jadę autem, widzę dobrze zbudowanego faceta, patrzę na Niego, On na mnie i czuję ciepło spływające w dół. Pożądanie. Nigdy nie zdradziłam męża, ale czuję, że jest mi coraz trudniej. I nie chodzi tylko o seks, a raczej jego brak, mówię też o czułości, przytuleniu się do drugiej osoby…

    • Annika pisze:

      Mam to samo, tylko, że mój pływa na 5-7 miesięcy. Brakuje mi tego, żeby ktoś mnie przytulił, pocałował, wziął na ręce czy nawet złapał za rękę w ciągu dnia. Nie interesują mnie jego pieniądze, utrzymuję się sama. Ale to jest jego jedyna motywacja – „będę miał tyle pieniędzy, że kupimy wszystko, na lądzie tak nie zarobię” itp. A zaraz nie będzie miał dla kogo kupować bo związek opierający się przez większość roku na mailu dziennie to dla mnie za mało…

  7. Anonymous pisze:

    Koleżanki, to Wam opowiem moją historię! Ciekawe czy któraś ma podobne jak ja? Otóż my jesteśmy 3 osobową rodziną w oczekiwaniu na kolejne dziecko. Mąż po 40-te muzyk marynarz, ja 36 lat kobieta „pracująca co żadnej pracy się nie boi”… Pracuję od 20 roku życia i studia skończyłam w między czasie na 3 kierunkach. Poukładana, pedantyczna, perfekcyjna pod każdym względem. Lubię rządzić w domu i ustawiać po swojemu. Córkę wychowuję najlepiej jak potrafię – po swojemu.I BARDZO OBOJE Z MĘŻEM DOCENIAMY TO ŻE PŁYWA NA STATKACH! Powiem bardzo szczerze: bardzo się cieszę jak wyjeżdża na kontrakt! I on o tym wiem i też się cieszy że on jedzie i że ja się cieszę!! Cieszę się jak się pakuje, jak jedziemy rodziną pomachać mu na lotnisku, jak rezerwujemy nocleg w hotelu na noc przed jego wylotem … lubimy nasze ostanie wyznania w samochodzie w drodze na samolot. Na lotnisku zawsze są łzy, smutek, rozpacz i pustka. Później przychodzi czas na mega pracę na wysokich obrotach żeby połapać organizacyjnie wszystkie tematy. Przez 4-6 miesięcy wysiłek na maksa. Moja praca, przedszkole, a teraz już szkoła, zajęcia pozalekcyjne, opieka nad moją babcią 90 letnią, codzienne maile, skype, różnica czasu… nocne rozmowy i streszczenie każdego dnia każdego z nas. czasami 10 minut a czasami 2 godziny trwają nasze codzienne rozmowy. Programuję mój organizm na poświęcenie bez wsparcia. Pieniądze na konto wpływają (i z jego i mojej pracy). Oszczędzamy w czasie rozłąki. Potem przychodzi zmęczenie, z niemocy i moje i jego zmęczenie z tęsknoty w pomaganiu sobie. Tęsknoty za bliskością za innością, za zmianą. Pod koniec jego kontraktów zaczyna się wielka radość!! Większa niż ta przed jego wyjazdem!! Pojawia się nadzieja i radość jak co roku na wiosnę!!! Maż wraca i jest super!! Szalejemy i nadrabiamy stracony czas. Wówczas żyjemy 2 razy mocniej i szybciej! Korzystamy wspólnie z wszystkiego co mamy. Z siebie, z czasu z pieniędzy! Motyle w brzuchu wracają. Zarywamy nocki na miłostkach i rozmowach… Czas się cofa jak do momentu naszego pierwszego zafascynowania. Ja chodzę przez 4 miesiące do tyłu a cały ułożony plan działania rozwala się. I tak jak lubię niemiecki porządek naszej rodziny jak mąż jest na statku tak jeszcze bardziej lubię chaos jaki zapada gdy jest już w domu. Mąż po powrocie cieszy się dziećmi, odciąża mnie od wielu obowiązków domowych. Nie robi nic na siłę i o nic nie muszę prosić. Czasami zachowuje się jakbym to ja ciężej od niego pracowała. Jemu jest głupio że ja wstaję rano i idę do pracy. Ale i ma czas na weekendy na wyskoki na ryby i na byczenie się w fotelu jak córka w przedszkolu. Nie wyjdzie z domu jak obiadu dla nas nie zrobi!! Doceniamy całą rodziną jak opowiada gdzie był i kogo spotkał i jak pokazuje piękne zdjęcia z całego świata. Doceniamy oboje zmienność naszego życia i bardzo nam to odpowiada!!!! Oczywiście nie było tak zawsze! Ale to jak jest teraz to zasługa tego że jak tylko po pierwszym kontrakcie powiedział że to nie dla niego i musiał znaleźć pracę na miejscu to wytrzymał niecałe 2 miesiące w tym naszym polskim systemie!! Praca z nienormowanym czasem, na wyjazdach i w weekendy za 2000 zł. Ciągłą frustracja codzienną nudą i brakiem nadziei na lepsze perspektywy. Codzienne zmęczenie i uwięzienie w systemie beznadziejnej stagnacji i brakiem wszystkiego (czasu dla rodziny, dla siebie, pieniędzy i nudna praca z chamskimi ludźmi..) Po takiej lekcji życia doszliśmy do wniosku że się męczymy w takim układzie i że życie jest zbyt krótkie na takie nudy bez emocji i stałej orce…. bez perspektyw. Teraz mąż realizuje się zawodowo na statkach i jest uznanym muzykiem w jego branży a ja z dziećmi i w pracy osiągam swoje szczeble sukcesu osobistego oczekując na moment rewolucji po powrocie męża z rejsu! Jest super od 7 lat!!! To kwestia doświadczeń, osobowości, charakterów, dojrzałości emocjonalnej, inteligencji a nad to wszystko wielkiej miłości….
    Pozdrawiam szczęśliwa żona marynarza…

    • Daria pisze:

      Zgadzam się w 100%. U mnie jest identycznie. Też się cieszę, że pływa. Maksimum wysiłku, gdy go nie ma i wspaniałe chwile, gdy wraca. Podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisała szczęśliwa żona marynarza.

    • Izabela pisze:

      Ja jestem tez szczesliwa zoba marynarza. Tak jak Ty ciesze sie ze juz wyjezdza. Ciesze sie jsk sie pakuhe, jak robi zakupy na statek. Potem wspolny wyjazd na lotnisko..choc wczesniej czadowa noc wspolna..a co 🙂 potem wlasnie wracamy do poukladanego dnia. Sniadanie, wyprawa do opiekunki, praca, zakupy, sprzatanie..wszystko ma swoja godzine..ale za to jak wraca..te lzy radosci na lotnisku, te motyle w brzuchu i z radoscia biegnacy synek wolajacy tata tata 🙂 i ten balagan w uporzatkowanym planie dnia..ahh coz to jest za zycie. Ale to kwestia dogadania sie, i wspolnego zycia 😉
      Pozdrawiam, szalona i szczesliwa zona marynarza 🙂

    • inka pisze:

      Gratuluję dopasowania:-)

  8. Anonymous pisze:

    Oczywiście, na statku, w samolocie, w kontakcie z przełożonym itd. to przyzwoici ludzie. Nie kwestionowałam tego. Praca jest bardzo specyficzna, bo w ciągłym oddaleniu od rodziny i w przebywaniu non stop przez określony czas-wielu tygodni, w miejscu pracy-na statku. Bardzo niezdrowym jest wypoczywać w miejscu pracy-czy to w ogóle możliwe?? Przebywając przez kilka tygodni w zamkniętym, hermetycznym środowisku, ogrom obowiązków, tęsknota i mnóstwo innych emocji sprawia, że po powrocie taki człowiek nie umie się zrelaksować, zaczyna tyranizować-wyładowywać swój stres za pracę. A ciągła rozłąka sprawia, że para traci więź. M. próbuje w domu ‚zaistnieć’ dając przykazy, czy nakazy w systemie, którego nie budował. Zaczyna tym irytować żonę, dzieci, a sam przechodzić frustrację, że nie ma autorytetu. Potem jest coraz więcej kłótni, wymówek, spędzania czasu znów osobno, pomimo, że mąż w domu.. Pływanie robi z normalnego człowieka dziwaka, nie rzadko apodyktycznego egoistę, z którym trudno żyć. Znam również pewne panie marynarzowe, z 30-40 letnim stażem małżeńskim i takim życiem, które tu, na blogu słodzą, a sama wiem, że doświadczyły wielu przerażających przykrości, osamotnienia, bólu, zawodu i rozczarowania od swoich M. Po prostu to przegryzły.. Wiele kobiet poświęca się dla takich wstrętnych mężczyzn.
    Wybacz, ale Twój post powyzej pokazał jak bardzo nie wiesz, o czym jest ten temat.

    • Monia pisze:

      Zgadzam się, różowo nie jest. Kobiety muszą dużo w życiu znieść.
      Monia

    • panna nikt pisze:

      Dobre słowa napisałaą, jak mnie tego brakowało, nie tego słodzenia o marynarzach. ogrom wysiłku wkładają w swoją pracę, nie wątpię, nie kwestionuję, ale to, że zarbiaja na polskie realia dużo, czyni ich nierzadko tyranami. Mój np. wybrał z konta przelewem pieniądzę, wiem, że on je zarobił, ale mamy dzieci, moja pensja nie jest duża, i co mam zrobić? a koleżanki w pracy zazdroszczą, bo np. coś przywiózł z dalekiego kraju …..

  9. Anonymous pisze:

    nie zgodze sie z teza, ze powodem tego, ze marynarz zachowuje sie w domu jak bydle jest funkcja pelniona przez niego na statku.
    pracowalem na wielu statkach, przeszedlem przez kilkadziesiat zmian zalog i na podstawie moich doswiadczen moge powiedziec, ze kazdy marynarz bedzie stal pokornie w kolejce do ‚immigration’, kazdy jest grzeczny w samolocie i hotelu oraz traktuje z uprzejmoscia wspolpracownikow ( w tym podwladnych) – pracodawcy po prostu zachowan wykraczajacych poza cywilizowane normy spoleczne n I e t o l e r u j a.
    praca na morzu z pewmoscia wymaga odpowiednich cech charakteru, ale bycie chamem nie jest jedna z nich, ani plywanie po morzach z normalnego czlowieka chama nie robi

  10. Anonymous pisze:

    Witajcie, chyba wszystkie mamy tak samo w mniejszym lub większym stopniu ale wszystko dziewczyny co tu napisałyście to niestety prawda, smutne to bo co w takim razie nam pozostało? To ciągła walka raz będzie lepiej raz gorzej, ale „lądowe” małżeństwa tez nie mają wiecznej sielanki… Na pewno trzeba dużo ze sobą rozmawiać, wspierać i być czujnym. Przechodzilismy z mężem chyba wszystkie etapy które opisywalyscie jeżeli się kocha to się chyba wszystko przetrwa prawda?? Cały czas się staramy, zastanawialiśmy się nad jakąś terapią bo mój mąż przyznał się że nie radzi sobie z samotnością na statku dlatego tak reaguje w domu. Dzieci go denerwują najchętniej by się zaszyl gdzieś tylko ze mną żebym była tylko dla niego. On nie ma co robić siedzi w domu i się nudzi, a ja mam mnóstwo zajęć praca, szkoła, dom, dzieci nie wiem w co ręce wsadzić a on tylko sobie siedzi cały dzień w komputer klepie i wymyśla. Zrezygnowałam z zumby którą uwielbiam by móc więcej czasu z nim spędzić :-S czuje się taka osaczona, dzieci mnie potrzebują, mąż też a ja?? Kiedy mam myśleć o sobie?? Albo kiedy ktoś pomyśli o mnie?? Ehh dużo by tu można pisać…
    Fajnie ze jest taki blog, mam nadzieje ze będzie coraz więcej wpisów i będziemy się jakoś wspierać nawzajem. Może macie jakieś namiary na dobrego specjalistę albo jakaś „mądrą” książkę lub poradę??
    Pozdrawiam, M

    • Anonymous pisze:

      Niestety, chyba tak się dzieje nieuchronnie. Morze, ta specyfika pracy, musi zmienić człowieka. Kiedyś wyczytałam w pewnej książce psychologicznej, że po 4 latach pracy na morzu zachodzą nieodwracalne zmiany w mózgu człowieka. Śmiem twierdzić, że to prawda. 🙁 Marynarze dziwaczeją, przebywając w zamknięciu, wśród obcych ludzi innej narodowości, daleko od domu, daleko od rodziny, po prostu dziwaczeją. Do tego przebywają w towarzystwie samych mężczyzn, którzy, a w szczególności ci wieloletni marynarze, snują opowieści,, często nie prawdziwe, do tego zdążyli już stać się despotami i tyranami i dalej przekazują swój punkt widzenia swoim nowym, świeżym marynarzom, którzy łykają ich ‚prawdy’. Sama na własnej skórze usłyszałam od swojego M.takie słowa i komentarze jakich wczesniej nie wyobrażalam sobie nawet przez moment usłyszeć! Jakby wypowiedziane nie z jego głowy.. Znam wielu marynarzy i z każdym stało się dokładnie to samo. Tylko czas ich różnił, czas tych negatywnych przemian. Każdy w końcu przestanie doceniać partnerkę, każdy zacznie lekceważyć, zachowywać się egoistycznie, być poza wszystkim-bo tak jest mu łatwiej, każdy będzie się męczył i nudził w domu. Przepraszam, że generalizuję, ale jestem o tym przekonana. Oby było jak najwięcej wyjątków odbiegających od reguły. Czego Wam życzę, drogie Marynarzowe. Czego ja sama byłam pewna w swoim małżeństwie, a tu takie wielkie zdziwienie…
      Pozdrawiam.

  11. Anonymous pisze:

    No cóż… chyba każda żona marynarza lub muzyka na statku zadaje sobie to samo pytanie: czy to był dobry wybór?
    Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Każda z nas jest inna i nasi mężowie też, ale mam wrażenie, jak czytam wpisy, że podobnie pewne rzeczy i sytuacje odbieramy. Jakie to trudne być „samotną „matką i jednocześnie mieć męża, jakie to trudne….Mój mąż przez ciągłe wyjazdy bardzo się od nas oddalił. Ja jestem super zorganizowana i kiedy On wraca jakoś nie potrafi wpasować się w nasze zwykłe życie. Życie pełne trosk i kłopotów, czasem radości…Na statku ma do ogarnięcia siebie i kiedy wraca jest zły, że go nie słucham, że coś od niego chce, że dzieci się kłócą, że musi się z kimś liczyć i komuś tłumaczyć. Przecież nic się nie stało , że nie wrócił na noc i nie odbierał tel. przecież był u kolegi… itp. itd. Co ja od niego chcę? Przykro mi, że tak to wszystko wygląda, ale kocham Go i podobnie jak inne żony tęsknie i liczę ,że może jak wróci to będzie inaczej… ale przyznam się , że coraz mniej na to liczę… smutne , ale prawdziwe.
    Kasiu tak bardzo cieszę się, że mogę pisać o tym wszystkim i ktoś czuje tak jak ja. Dziękuję i pozdrawiam. Trzymam kciuki za wszystkie żony facetów na morzu bez względu czy są marynarzami i czy tak jak mój muzykami.

  12. Anonymous pisze:

    Mam chyba ten sam problem ze swoim M jak jest w domu na początku jest sielanka przez te parę tygodni a z czasem przychodzi ten okres kiedy są kłótnie o błahe sprawy i wypominanie, że ja nie wiem jak wygląda jego praca, że mu ciężko i że go nie rozumiem. Czasem wybucha i staje się bardzo niemiły potrafi zranić słowami zdarza się, że
    czasami słyszę jak bym był singlem to… więc wtedy zaczynam sobie myśleć czy on jest odpowiednim czlowiekiem na odpowiednim miejscu w sensie czy powinien był zakładać rodzinę nie wiem może to wynika z tego,
    że czuję sie obarczony ciężarem zarobienia na rodzinę mamy dziecko a ja nie pracuję i często też mi to wypomina.
    Niedawno pojechał w rejs w mailach będziemy sobie pisać miłe słowa i czasem mam wrażenie, że potrafimy ze sobą rozmawiać tylko na odległość a później po powrocie będzie to samo mimo tego tesknię ale z drugiej strony mam wątpliwości czy to był dobry wybór zostać żoną marynarza

  13. Anonymous pisze:

    No cóż… żona marynarza…chyba tak właśnie się czuję…choć mój mąż jest muzykiem na statku.Fascynacja statkiem, wolnością, światem, życiem poza naszym krajem… brak obowiązków domowych itp, itd… ja podpierająca się nosem, ale DZIELNA, zdruzgotana samotnością , ale uśmiechnięta… gra… gra i jeszcze raz gra. A po co? Żeby mu na statku nie było źle z daleka od rodziny, żeby go wspierać, żeby wiedział ,że na niego czekamy i że kochamy i tęsknimy…a co w zamian? Brak zrozumienia, wszystko mu przeszkadza jak wraca ( strach się odezwać), i coś co sprawiło, że cały mój świat legł w gruzach- ZDRADA. Dlaczego? Bo go nie słucham, bo nie rozumiem, bo się czepiam, bo mu ciężko, bo… No cóż… i tak sobie żyję ja tu on tam….
    Myślę sobie, że trudno być marynarzem i żoną marynarza. Ludzie powinni być blisko siebie, a nie na dwóch różnych półkulach . Taka praca… zagryzam więc zęby i znów się uśmiecham i jestem DZIELNA. Jak długo? Nie wiem. Trzymajcie się wszystkie dzielne żony marynarzy. Piszcie i wspierajcie się, bo to bardzo ważne,żeby czasem coś schować do szuflady i po prostu na chwilę przestać być dzielną i podzielić się z kimś tym co naprawdę boli.

  14. zwyczajna pisze:

    a moje małżeństwo z marynarzem się rozmywa, napisał mi dziś o zmarnowanym życiu, o tym, że nie dbam o siebie, dla niego chodziłam do fryzjera i kosmetyczki kiedy zbliżał się termin powrotu, a moją pracę zawodową odbiera jako zaniedbywanie dzieci

    • Anonymous pisze:

      najlepiej nam wychodzi dołowanie najbliższych bo wiemy jak wbić tą szpilę tak żeby bolało najbardziej… ale jeśli robi to twój własny mąż to znaczy że z nim jest jakiś problem nie z tobą, jego obowiązkiem też jest wspieranie ciebie i dbanie o to byś czuła się dobrze! to działa w dwie strony, nie tylko żona ma dbać o męża ale i on o nią. Nie można zarzucać drugiej osobie że zmarnowała nam życie bo to w jakim punkcie teraz jesteśmy zależy od nas, sami pokierowaliśmy swoim losem (chyba że do ołtarza eskortowała ci go policja siłą…).

      Musi być jakaś inna przyczyna problemu, może nawet wiele.

      Pracująca matka to nic nadzwyczajnego, nie wierzę że to zaniedbywanie dzieci, bo dzieci szczęśliwe to takie które mają szczęśliwych rodziców, zadowolonych z życia a więc i spełniających się zawodowo jeśli tego potrzebują. Bycie dobrą żoną i matką nie oznacza unieszczęśliwiania siebie na koszt innych, jeśli ty sama nie będziesz szczęśliwa to inni z tobą również nie będą.

      Dlatego kochana nie pozwól sobie wmówić że ty jesteś wszystkiemu winna. Dbaj o siebie dla siebie i dbaj o siebie dla nich.

    • zwyczajna pisze:

      Dzięki za wsparcie, ogromne dzięki

  15. Kasia pisze:

    To ja dziękuję za twoją historię, że napisałaś o tych trudnych dla ciebie chwilach. Jesteś dowodem, że można tylko trzeba chcieć i umieć nazywać rzeczy po imieniu. Dużo szczęścia i pozdrowienia dla Was

  16. skrzydlatadusza pisze:

    trafiłam na artykuł przypadkiem. Mocno przykuł moją uwagę, bo wróciło piekło, które przerabialiśmy z mężem zaraz po ślubie. Niby między nami wszystko było ok, ja pracowałam, on na nie za długim kontrakcie. Zakochani, szczęśliwi. W kilka tygodni po powrocie, okazało się, że chyba jednak nie znałam męża tak dobrze, jak mi się wydawało. Próbował przenieść statkową rzeczywistość na grunt domowy- nagle zaczęło mu przeszkadzać, że miewam zwariowane pomysły, lubię chaos i koty. Zresztą, czepiał się dosłownie wszystkiego, jeśli tylko nie było zorganizowane tak, jak on sobie to wymyślił. Doszliśmy do takich absurdów, że bałam się przestawiać czegokolwiek, bo znów mógłby się rozzłościć. Wysłuchiwanie tyrad i zawoalowanych kpin stało się nagle moją rzeczywistością. A najgorsze było to, że ja -osoba silna, niezależna, inteligentna, na kierowniczym stanowisku, nagle stałam się całkowicie bierna na te wszystkie ataki. Wstyd było mi przed samą sobą, że nie umiem się przed tym obronić. Ten koszmar trwał dobrych kilka miesięcy. Dopiero jak m. wyjechał mogłam odetchnąć. Na szczęście spotkałam kogoś, kto nie bał się o tym ze mną rozmawiać. Nie odwracał wzroku i nie wmawiał mi, że wyolbrzymiam. Kogoś, kto prosto w oczy powiedział mi, że ofiarą przemocy domowej można zostać i bez bicia, że agresja potrafi przyjmować różne postaci, a bierność jest typowym zachowaniem dla jej ofiar. Dopiero kiedy pewne rzeczy nazwane zostały po imieniu mogłam się z nimi zmierzyć. Napisałam do męża mail o tym, jak bardzo mnie skrzywdził. Jak bardzo mnie upokarzał i niszczył. Oświadczyłam, że rozważam rozwód, ale ze wszystkim decyzjami poczekam na jego powrót. Poprosił żebym dała mu czas i żebym spróbowała wybaczyć. Długi i trudny to była dla nas obojga rejs. Ale pomógł m. poukładać sobie wszystko. Po powrocie było lepiej. Gadaliśmy godzinami, wiele łez się przy tym wylało, ale było warto. Niedawno obchodziliśmy kolejną rocznicę ślubu. Oczywiście nie napiszę, że teraz to już tylko sielanka, bo czasem zdarza się m. zapomnieć, że jest w domu, a nie na pokładzie. Ale umiemy sobie z tym radzić- oboje.

    Dlatego chciałabym Ci Kasiu podziękować za ten tekst. za to, że nazywasz rzeczy po imieniu, ostrzegasz, że pewne zjawiska mogą się pojawić. Bo przemoc jest przemocą i trzeba na nią umieć zareagować- choćby poprzez głośne mówienie- nie jesteś sama.

  17. Anonymous pisze:

    Bardzo dziękuję Kasiu, też myślę, że czas zainwestować w siebie, a co to przyniesie-zobaczy się…Pozdrówka, paaaaaaaaaaaaaaaa!

  18. Kasia pisze:

    Ja myślę, że skoro chcesz to po prostu działaj. I nie przejmuj się co inni myślą:-) i wykorzystaj swoje pomysły nawet nie wiesz kiedy a przyniesie ci to owoce 🙂 pozdrawiam. P.s my to lubimy tu bez cukierków, tylko szczerze 3maj się:-)

  19. Anonymous pisze:

    No to teraz będzie bez cukierków. Szczerze. Ciekawa jestem, co o mnie pomyślicie-ale tak we własnym domu, kiedy nikt nie słyszy… My jesteśmy 15 lat po ślubie, 15 lat mąż pływa. Nie mamy dzieci-z własnego wyboru… Nie mam racic ani ogona, dzieci lubimy ale po prostu to nie dla nas.. Ja nie pracuję już od 4 lat, marzy mi się jakieś zajęcie, ale nie we własnym zawodzie, gdyż nie tęsknię za swoją pracą, była odpowiedzialna a jej pensja była żałosna, więc szczerze: nie chce do niej wracać. Ciężko też mi jednak czasami nie mieć zajęcia, bo oprócz psa poświęcam czas na naukę języka angielskiego (mam już certyfikat FCE) a myślę o uczeniu się niemieckiego-w Szcznie bardziej przydatnego języka. Może któraś z Was ma pomysł-co mogę robić, myślę o założeniu własnego małego interesu-tylko kompletnie nie wiem czy w Sznie, mieście bardzo biednym, coś się opłaca…Firma projektowania odzieży, bycie florystką, mała restauracja..Nie wiem, a czuję, że tracę czas siedząc w domu, gdyż lubię kontakt z ludźmi i chciałabym jeszcze komuś się zawodowo przydać…Pozdrawiam, czekam na Wasze info. M.

  20. Anonymous pisze:

    witam wszystkie zony marynarzy….
    piszę z pytaniem, czy zauważyłyście u swoich mężów problem z alkoholem po powrocie do domu? moj maż za każdym razem gdy wraca pije na umór przez jakies kilka dni bo twierdzi ze mu sie nalezy, bo na statku nie mógł pic. pozniej upija sie w weekendy do etapu „urwanego filmu”. staram sie z nim rozmawiac na ten temat ale on nie widzi problemy i twierdzi ze sie czepiam. Czy Wy zaobserwowałyście takie zachowania u swoich mezów?

    • Anonymous pisze:

      Oczywiście, za każdym razem…Masakra…A w rodzinie męża był problem alkoholowy? Bo jeśli tak, to kochana musisz się przyjrzeć dokładnie temu, co się tam działo i porozmawiać z mężem-dlaczego tak NAPRAWDĘ to robi..Pod odpowiedzią, że odreagowuje stres-zawsze jest drugie dno. Powodzenia!

    • Anonymous pisze:

      ja osobisie uwazam ze w jego rodzinie naduzywa sie alkoholu, ale to moje prywatne zdanie i pewnie subiektywne. Zawsze sadzilam ze po prostu chce sie pobawic w domu wykorzystac ten czas i dlatego patrzylam na to poblazliwe, ale niestety mam dosc. dla mnie to zupelna strata czasu. nie ma go miesiacami a gdy wraca to zamiast nadrobic czas ze mna woli sie upic.

    • Anonymous pisze:

      To długa droga przed Tobą.. Musisz sobie samej odpowiedzieć na pytania: czy dalej chcę trwać w takim związku, czy chcę mu pomóc wyjść z alkoholizmu, co będzie ze mną, jeśli odejdę..Pamiętaj-on nie zmieni się dla Ciebie, ani dla dzieci ani dla nikogo innego, musi sam chcieć z tego wyjść. Pytanie brzmi: czy TY chcesz mu w tym pomóc, czy chcesz przy nim trwać?..Ale skoro to zauważyłaś,znaczy że problem istnieje i nie wolno Ci go lekceważyć. Pamiętaj-chodzi przede wszystkim o Ciebie, mamy tylko jedno życie!

    • Anonymous pisze:

      jest o czym myslec…nie jest to łatwe. to jego wybrałam….ale jego praca juz nie jest dla mnie latwa a na dodatek to….własnie na to liczyłam, że zmieni sie dla mnie

    • Anonymous pisze:

      Życzę powodzenia, trzymaj się, jakby co-pisz. Pa!

    • Anonymous pisze:

      hej ! nie jestem zona marynarza ,ale partnerka jestesmy ze soba 6 lat .Nigdy nie sadziłam ze zwiaze sie z kimkolwiek po raz drugi ,a juz napewno ze z marynarzem.Jest dobrym czlowiekiem,niestety po jakims czasie wyszło szydło z worka jest alkoholikiem ktory ma duze zobowiazania finansowe wzgledem bylej zony i synow {alimenty i splata kredytu na dom] ktory zatrzymała była żona.W marcu minal rok jak wyrzucono go z pracy za picie na statku.Firma ta niestety wie o alkoholizmia swoich pracownikow i przymyka na to oczy bo w alkohol zaopatruja sie na statku.Niestety tuz przed jego wyjazdem na ten statek podjełam decyzje ze nasz zwiazek sie skonczył bonie było powodu dla ktorego miałabym sie tak meczyc i sama osobiscie odwiozlam go na statek bo obiecalam to jego matce, i na tym miało sie skonczyc.Po dwoch dniach otrzymałam telefon od jego siostry ze go wyrzucili ze nie ma z nim kontaktu ze dyscyplinarka itp.Final był taki ze dyscyplinarki nie dostał bo poinformowałam kierownictwo jak wygladało mustrowanie i ze nikt ani chif ani kapitan nie sprawdzał w jakim stanie marynarz wchodzi na statek.Potem wydzwaniali z firmy czy wrocił do domu czy jest kontakt z nim bo sie zwyczajnie bali.To ja pojechałam po niego do Szczecina i dopilnowałam zeby trzezwy dotarł do firmy.
      W kwietniu minal rok jak nie pije bo pomoglam mu szybko zalatwic leczenie odwykowe.Niestety ani byla zona ani synowie ani go nie odwiedzili w szpitalu ani sie nie zainteresowali jak sobie radzi i co sie z nim dzieje.Interesowała ich tylko kasa i dalej interesuje a temy biedaczkowi sie wydaje ze odrodzily sie rodzinne uczucia.Znowu postawilam na siebie teraz wszystko zalezy od niego na dniach ma wrocic z rejsu i nie wyplynal ze starej firy znalazł nowego pracodawce podszkolil angielski zdal egzamin mam nadzieje ze tego juz nie zaprzepasci.Same wiec widzicie ze nie mam zadnych kozysci z tego zwiazku sama potrafie na siebie zarobic i zawsze liczyłam na siebie.Jenak pamietam te fajne momentyi nie potrafie go tak calkiem skreslic.Zycie pokaze co dalej juz niedlugo………..najwyzej znowu pojade sobie gdzies do pracy za porzadne pieniadze bo nie tylko oni moga zarabiac w $ czy euro.No i najwazniejsze teraz pan marynarz ma silna konkurencje w osobie mojego slicznego, niebieskookiego wnuczka!!!!!!!!

    • ona pisze:

      Witam , mam podobnie aż się boję iść do znajomych bo z góry wiem żę to będzie masakra.

  21. Anonymous pisze:

    Cześć Dziewczyny,
    powiem krótko : jak się ma męża marynarza, to należy umieć z nim postępować. Niestety nikt nie dał nam instrukcji obsługi takiego małżeństwa. Na szczęście da się to opanować w miarę krótkim czasie.
    Mnie to trochę zajęło ale wynik jest wart zachodu. Otwarcie mówić na czym nam zależy. Doceniać pracę męża ale nigdy nie zapominać o sobie. Kobieta zadowolona z siebie jest podporą i każdy facet wcześniej lub później to zauważy. Zgorzkniała i stłamszona zdołuje każdego. Szanujmy się nawzajem.
    Ps. Bardzo się cieszę, że mamy w końcu miejsce, gdzie możemy sobie pogadać o naszych sprawach.
    Pozdrawiam Was serdecznie 🙂
    Jolka

    • Anonymous pisze:

      Ależ pięknie to ujełaś Jolu 🙂 Też jestem tego zdania, musimy być wsparciem dla naszych marynarzy a oni na pewno to odwzajemnią 🙂

  22. Anonymous pisze:

    Już jakiś czas temu słyszałam od Męża o tym problemie. Nawet pół żartem o tym roazmawialiśmy, a ja pisałam: http://lampkawina.blox.pl/html/1310721,262146,20.html?3
    Problem jednak nie jest tak zabawny jak w tym wpisie. U nas w domu występuje on jedynie w formie żartów, ale wiem, że niestety kwestia stresującej pracy marynarzy, ale i policjantów, czy żołnierzy zawsze odbija się na rodzinie. I tak jak dla żołnierzy, czy policjantów pomoc specjalistów jest, chociaż znikoma. Tak niestety marynarz i jego rodzina muszą sobie z tym radzić sami.
    Luna1310

    • Anonymous pisze:

      masz rację, marynarze w tym kraju są poza nawiasem ale kiedy trzeba zedrzeć z nich kasę, to wiedzą gdzie szukać,
      dodam jeszcze od siebie, że nie każdy marynarz powinien nim być, to że się kończy szkołę albo i nie, to że się pływa nie oznacza, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu
      ania

  23. Kasia pisze:

    Dzięki dziewczyny za szczerość i za wasze słowa pozytywne dla innych żon

  24. Anonymous pisze:

    Szczerość, szczerość i jeszcze raz szczerość. To jest coś, co w takich przypadkach jest najlepszym rozwiązaniem. Dla mnie spotkanie marynarza na swojej drodze życiowej było czymś kompletnie abstrakcyjnym, nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z takimi ludźmi. Oczywiście krążyły różne zdania na temat, jacy to oni są. Okazało się, że nic z tego nie jest prawdą. Jak wyjeżdżał pierwszy raz na statek, obawiałam się, że jak wróci będzie kompletnie inną osobą. Po 4 miesiącach wróciła ta sama osoba, którą poznałam i pokochałam. Tak jest do dziś. Oczywiście, nie mogę się nadal pogodzić z tym, że więcej czasu spędza na morzu niż ze mną, ale starałam się znaleźć w tym jego zawodzie również cząstkę siebie. Pojechałam z nim na statek raz, drugi, trzeci i szczerze mówiąc zrobiłabym to kolejny raz i jeszcze kolejny. Zobaczyłam jak to jest tam żyć, tam mieszkać, spędzać wolny czas, pracować. Każdej z Was polecam taki sposób. Można wiele zrozumieć będąc tam, widząc jak to jest na prawdę. Daleko od domu, wśród często dziwnych ludzi, kulturowo kompletnie innych. Jest tam tak samo dużo czasu na rozmyślanie jak tu na miejscu, może nawet więcej. Zawsze też w ciężkich chwilach staram się myśleć o tym, że to mój mąż jest daleko od domu, to on bardziej tęskni, ja jestem nadal w gronie rodzinnym, wśród znajomych, w swoim domu. Nauczyliśmy się obydwoje rozmawiać ze sobą o każdym problemie, nawet tym najgorszym. Wiem, że to często jest trudne, rozmowa przez internet/telefon, większość osób nie traktuje takich rozmów poważnie, ale to jest jedyne wyjście żeby nie zwariować. Trzeba wszystko z siebie wyrzucić, powiedzieć co ci leży na sercu teraz, a nie za 3 miesiące jak wróci, bo potem będzie w domu awantura. Czasem się śmiejemy, że pewne sprawy potrafimy załatwić tylko wtedy, kiedy mąż wyjeżdża na statek, bo w przelewaniu naszych uczuć w mailach jesteśmy najlepsi:) To jest jakieś wyjście, nam to pomaga, jak mąż wraca właściwie tylko cieszymy się jego obecnością w domu. Dla pocieszenia wszystkich – teraz mamy 5 miesięcznego synka, mój mąż wyjechał 4 miesiące temu (za tydzień wraca). Dałam radę, nie zwariowałam będąc sama w domu, znalazłam sobie wiele rzeczy do roboty, hobby o którym zawsze marzyłam, na które nigdy nie miałam czasu, jestem zadowolona, spełniona, a i mąż wspiera mnie w tym moim rękodzielnictwie:) Mam tylko nadzieję, że mały bałagan w domu związany z tym go nie przerazi;) Prawdopodobnie już zboczyłam z tematu, więc kończę. Dziewczyny głowy do góry i pamiętajcie – nawet najgorsza prawda jest lepsza od milczenia. Pozdrawiam!

    • Aneta pisze:

      A co za rękodzieło robisz? Ja dziergam na drutach…. Aneta Sxymanowska fb album Moje udziergi – zapraszam. 🙂

    • Aneta pisze:

      Szymanowska oczywiście 🙂

    • Anonymous pisze:

      Ubrania szyje, ozdabiam, przerabiam… robię kopie ubrań znanych projektantów, można mieć coś prawie identycznego nie wydając tysięcy zł:)

    • Anonymous pisze:

      To nasz pierwszy kontrakt i też 4 msc wraca za 2 tyg przez ten cały czas bardzo się wspieralismy ale też mam obawy czy wróci taki sam jak przed rejsem choć wiem że bardzo się kochamy … 🙂

    • Anonymous pisze:

      Kiedyś słyszałam, że ludzie morza po latach dziwaczeją, ale powiem Wam moje drogie kobitki, że to już 8 kontrakt mojego męża i on wciąż jest taki sam 🙂

  25. Anonymous pisze:

    Często pojawiają się w Waszych postach że marynarz wydziela, ogranicza….. ale to możemy zawdzięczać, kiedyś mówiło się na takie panie pogardliwie „marynarzówki”, mąż wraca a konto prawie puste, a w domu nic się nie zmieniło, nie przybyło. Panowie na statkach „plotkują” i to bardzo, a potem po powrocie chcą sprawdzić czy taka czy inna sytuacja nie dotyczy ich rodziny. Dlatego trzeba zawsze być szczerą czasami do „bólu”. Początki w każdym związku polegają na „docieraniu się”, ale każda strona musi trochę ustąpić. Mój Marynarz od wielu lat nazywa mnie „ministrem finansów”

  26. Anonymous pisze:

    Moj problem jest taki,ze moj M chcialby po powrocie miec mnie tylko dla siebie . Nie obchodzi go moja praca ,ze nie dostane wolnego na miesiac tylko na pare dni . Nie ciesze sie z jego powrotu,bo obawiam sie jego wiecznych pretensji . Jestesmy malzenstwem od wrzesnia znamy sie juz 5 lat ale jego pretensje i posadzanie mnie o zdrady sprawia ,ze mysle o rozwodzie . O terapi nie chce on nawet slyszec ja bardzo chetnie jestem w kropce i popadam JA w depresje z tego powodu ,bo nie potrafie z nim rozmawiac . Jest coraz gorzej . Czy ktos ma jakas rade dla mnie ?

    • Anonymous pisze:

      a za nim wzieliście ślub zachowywał się tak samo? Małżenstwo to same kompromisy, jednak czasem warto zadać sobie pytanie czy warto? Idź po jakąś poradę co zrobić z zachowaniem mężem, najlepiej doradzi jakiś specjalista.
      Twój ma pretensje, że ty pracujesz a mój, że ja nie tzn.mam zajęcia i bywa, że czasem nie wiem w co ręce włożyć, mam swoje hobby nawet dwa, trochę zarabiam na nich ale są pretensje o różne rzeczy, czasem tak absurdalne, że stoje jak wryta i nie wiem co powiedzieć i zwyczajnie nie mówię nic…
      Jakbym miała cofnąć się w czasie to do końca życia wolałbym być sama,

    • EM pisze:

      Czasem warto zacząć od siebie. Kiedy już będziesz wystarczająco silna, poradzisz sobie ze swoim M. Pomożesz mu, bo sam na razie się miota. Wymądrzam się tak, bo sama przez to przechodziłam i ciągle pracuję nad sobą��

    • Anonymous pisze:

      Skoro chce Ciebie mieć tylko dla siebie, to powiedz mu, że się zwolnisz z pracy, bo skoro takie ma wymagania i nie potrafi tego zrozumieć? Z drugiej strony to wcale mu się nie dziwie. Człowiek który jest 4 miesiące na morzu,później jak wraca chce mieć swoją ukochaną osobę na miejscu 24h 🙂 U mnie było podobnie, więc postanowiłam znaleźć pracę w domu i tak jestem na etapie otwierania swojego biznesu 🙂

  27. Anonymous pisze:

    Życie to nie sama sielanka, ale jak jest szacunek, wyrozumienie, miłość w dwie strony to z najgorszych kryzysów można wyjść na prostą. Mamy ponad 30 letnie doświadczenie na tym polu 🙂 Mamy dorosłego syna który poszedł w ślady ojca, jeden w maszynie drugi na pokładzie. Jak dziecko jest małe cały świat kreci się wokół dziecka; dziecko dorasta i mamy coraz więcej czasu. Dlatego szukaliśmy jakiejś wspólnej pasji, nie hobby tylko PASJI która nam wspólnie pozytywnie ładowała by akumulatory. Nie było narzucania z żadnej ze stron tylko wspólne szukanie, próbowanie co nas razem będzie fascynowało, w końcu 15 lat temu znaleźliśmy, podróże na dwóch kółkach. Niema nic gorszego jak „założyć kapcie” i tylko czekać na wyjazd czy powroty M. Teraz powroty są jeszcze bardziej radosne, i jest mniej czasu na niepotrzebne „rozmyślania” czy kłótnie o drobiazgi. Wspólna pasja jeszcze bardziej nas zbliżyła do siebie.

  28. Paulina K. pisze:

    Na pewno może dojść do takich sytuacji i z całą pewnością jest to trudne. Od siebie mogę tylko dodać że ja osobiście takich problemów z mężem nie mam i oby nigdy się nie przytrafiły! A pozostałym życzę dużo siły!

  29. Anonymous pisze:

    Ten artukul odzwierciedla cala prawde.jestem 7 lat w malzenstwie z marynarzem.zaczynal jako OS a obecnie jest jako Chief.Ja jedno dziecko drugie dziecko i czuje sie jakbym stala w miejscu:(chcialabym cos zrobic ze swoim zyciem bo czuje sie kontrolowana ale wiem ze to by sie odbilo kosztem synkow a tego bym nie przezyla:(nie wiem co robic:(

    • Anonymous pisze:

      musisz zacząć myśleć pozytywnie, a nie dołować, masz dwóch synów, wychowujesz ich, prowadzisz dom, na pewno twój M docenia to, może tylko nie umie tego okazać w taki sposób jak byś chciała; powiedz mu o tym, częste rozmowy, zwierzenia mogą pomóc. Trzymam kciuki za Was.

    • kstaroska pisze:

      Ten komentarz został usunięty przez autora.

    • Anonymous pisze:

      Ja sie nie doluje bo wiem ze wtedy ja na tym trace,moje zdrowie a musze byc silna bo na mnie spoczywa obowiazek wychowania synow.Duzo staram sie rozmawiac z Mezem ale to jest tak jakby do niego nie docieralo bo za chwile znow ma pretensje….od samego poczatku walcze oto malzenstwo i bede walczyc bo po to slub bralam 🙂 ale mam problem taki ze czuje sie z tym zle,ze mam pieniazki wyliczane i np bardzo bym chciala pojc gdzies do pracy,ale nie moge zadnej takiej znalezc bo chlopcy do poludnia w przedszkolu a popoludniami jezdzimy na zajecia dodatkowe:(myslalam by otworzyc cos swojego ale …. i tu wlasnie jest ten moj problem bo przerwalam studia na ktore nie moge wrocic ze wzgledu na jedno dziecko a potem drugie i ja sama.Nie moge odnalezc co bym mogla robic,oprocz byc tylko zona marynarza:(jak mam znalezc pomysl na siebie ??

    • Anonymous pisze:

      Niejedna „marynarzowa” pracuje mając dzieci – można to wszystko poukładać. Praca też jest tylko trzeba chcieć ją znaleźć. Zastanów się nad tym jak to zorganizować bo takie dreptanie w miejscu i postawa „chciałabym ale się boję, albo się nie da” tylko pogłębi twoją frustrację. Dzieci chętniej pobawią się z mamą po przedszkolu niż będą uczestniczyć w kolejnych zajęciach. A mama – możę i będzie trochę zmęczona pracą ale pozbawiona frustracji i pewna własnej wartości. Wszystko można – tylko NAPRAWDĘ trzeba chcieć i uwierzyć we własne możliwości.
      Trzymam kciuki!
      A swoją drogą…co to za facet co wylicza żonie pieniądze….:-(

    • Anonymous pisze:

      Mój mąż też mi wylicza pieniądze. to znaczy jeżeli zaczyna mi brakować to mi pozwala wybrać z konta. Ale żebym sobie sama bez jego wiedzy wzięła – oj – to by wtedy była awantura 🙂 Mój mąż jest 2 off na pokładzie. Chce robić kurs na pierwszego ale teraz są inne przepisy i musi robić ten kurs aż 6 miesięcy 🙁

    • M. pisze:

      Jestem teraz w podobnej sytuacji co Ty, kiedy to pisałaś. Czy coś się u Ciebie zmieniło?Czy znalazłaś pomoc?

  30. Anonymous pisze:

    U nas też jest raz gorzej raz lepiej i fakt często jest im ciężko przestawić się na normalne życie. Wszystko poukładane, a jemu nie łatwo jest się odnaleźć. Też mamy za sobą kłótnie o codzienne obowiązki, odreagowywanie statku, przyzwyczajenie się do codzienności. Ale to jest właśnie życie z marynarzem i nie unikniemy stresowych sytuacji. I trzeba zadać sobie to pytanie czy nadajemy się do tego, bo to nie łatwe. Ja sobie często zadawałam te pytanie, ale w końcu dochodziło do kompromisu i cieszyliśmy się sobą, aż do następnego kontraktu 🙂

  31. Kasia pisze:

    Dzięki Iza za te słowa. Bardzo miło z twojej strony, że proponujesz rozmowę innym. Dziewczyny korzystajcie. Warte wszystkie są nasze rozmowy bo nikt nas tak nie zrozumie jak my same:-) nie wstydźcie się problemów. Fajnie, że tu wszystkie jesteście. A wy marynarze zobaczcie jakie macie fajne babki 🙂

  32. Anonymous pisze:

    Kasiu, bardzo, ale to bardzo dziękuję za ten tekst, mądry i niestety prawdziwy. Jestem żoną marynarza od 12 lat. Niejeden dołek i kryzys za nami. Często mówimy, że takie z nas ,, włoskie małżeństwo”, dużo głośnych kłótni, ale i dużo miłości. Nasze życie to taki cykl, również emocjonalny: za chwilę wraca, więc podniecające oczekiwanie, ale i obawa, bo wraca ,, intruz”, a my mamy tu już swój porządek, później parę dni sielanki, po której następuje okres omawiania problemów i prania brudów, więc włoska awantura, a jak się już wykłócimy, emocje ostygną i zaczynamy żyć na bieżąco, jak normalna, ,, lądowa” rodzina, telefon od armatora, że czas na statek,więc żal i płacz, ale i ulga, bo znowu będzie można życie poukładać po swojemu. Nic w tym niestety normalnego i albo się do tego przyzwyczaimy, albo kiedyś skończy się na psychoterapii. Nie wspomnę o sytuacjach ekstremalnych, bo takie też się zdarzały. Dużo miłości, cierpliwości i rozmów, choćby na czacie, najlepiej codzienny kontakt, dobre słowo, trochę otuchy. Dziewczyny, trzymajcie się. Chętnie pogadam, jeśli któraś ma potrzebę w gorszych momentach (Iza Pyza na fb 😉

    • Aneta pisze:

      Iza… napisałaś jakby i o mnie… powiedziałam kiedyś mojemu mężowi, ze nie wiem juz kiedy jest normalnie, czy wtedy kiedy wraca, czy wtedy gdy wyjeżdża. .. nie jest latwo gdy w moj zorganizowany i poukladany świat wkracza druga polowa i zaczyna kierowac… trzeba się na nowo dotrzeć a później gdy juz jest fajnie musi wyjechac i znowu mbie zostawia a ja na nowo muszę się przyzwyczajać i zorganizować. ( też na fb 😉

    • Anonymous pisze:

      U mnie to też podobnie wygląda…co prawda kłótni nie ma ale… Może to jest tak , że jeśli Nasz Marynarz jest na statku dowodzącym – czy to na mostku czy w maszynie to już w krew wchodzi mu organizowanie życia innym – na statku podwładnym – w domu domownikom. A tu przecież w domu wszystko jest poukładane – tyle że po mojemu – ja przecież też sobie umiem zorganizować życie codzienne czemu muszę dać dowód kiedy go nie ma….
      I czasem jest tak, że kiedy przed wyjazdem tak się mocno „przepychamy” po czyjemu ma być to sobie tak myślę, że może on to specjalnie robi żebym tak bardzo się nie smuciła kiedy wyjeżdża…
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *